W jaki sposób Polacy uratowali tak wielu Żydów?

 
Czy to moment na rewizję historii Polski? Najlepszy! Dotąd łatwo było szkalować Polaków, ponieważ 70 lat po wojnie nikt nie rozumiał, ile ofiarnego wysiłku, rozległych zabiegów oraz pieniędzy wymaga wyrwanie jednego człowieka ze szponów wojny.
A także jakie to zadanie - ratunek dla 4 milionów istot, w większości z innej kultury, nieznanej – do której nie ma się zaufania, i to ze wzajemnością.

W jaki sposób Polacy uratowali tak wielu Żydów?

Żądam rewizji oceny zachowań Polaków wobec Żydów podczas II wojny. Uprawniają do tego wydarzenia w Europie. I to, że żaden wymowny redaktor „Gazety Wyborczej”, który ćwiczy ogólną koncepcję humanitaryzmu i tolerancji – nie wziął na przechowanie ofiary wojny do prywatnego domu. A przecież każdy ma warunki – i nie zagraża mu śmierć wraz z dziećmi, od dobrego uczynku, i spadłaby na niego wieczysta chwała.

Widać, tolerancja tudzież humanitaryzm mają jakieś swoje naturalne granice, o których nam się nie mówi.

Liczba ludzi, którzy przyjęli do własnego domu tzw. uchodźców - jest tak śladowa, że nieuchwytna statystycznie. Dlatego proponuję jako wstępne założenie, iż w każdym społeczeństwie, bez względu na moment historyczny – niewielu jest kandydatów do męczeństwa. Nawet w czas pokoju zdrowy rozum nakazuje się dystansować od nieznanych zobowiązań i włącza się instynkt samozachowawczy.

Dotąd nazywano to obojętnością Polaków. I tłumaczono np. genetycznym antysemityzmem. Ale to zwykła ludzka reakcja. Ogólnoludzka.
A w czas wojny włączają się jeszcze inne mechanizmy, indywidualne i społeczne, o których także nam się nie mówi. Bo i po co?

***

Obecnie Europa liczy 508 milionów obywateli. Nie ma możliwości – żeby choć nakarmić 4 miliony Syryjczyków, gł. chrześcijan, którzy koczują bez środków do życia na Bliskim Wschodzie.
Oglądamy też upychanie po różnych kątach ok. 1,5 miliona ofiar różnych wojen (dobrze policzyłam?), z którymi nie ma się jak dogadać.
 
Nie ma wspólnego języka. Jest przepaścista odmienność religii czy norm kulturowych - i kulturowy szok.
A nade wszystko, jeśli to ofiary wojny (a niektórzy na pewno), jest rozległa trauma urazowa.
 
Ci nieszczęśnicy są psychicznie zrujnowani czy czasowo ciężko zaburzeni.
Jak ofiary obozów koncentracyjnych. Albo żołnierze.
I jak całe społeczeństwo II RP pod okupacją, jednako Polacy oraz Żydzi.
 
Wielu z tych ludzi może – i będzie - zachowywać się nienaturalnie, nie po swojemu. Zwłaszcza w stresowej sytuacji trzeba się liczyć z jawną agresją wobec otoczenia.
Agresja to jedna z dwóch ludzkich reakcji, obliczona na zabicie lęku; drugą jest ucieczka.
 
A jeżeli nie ma dokąd uciec? - W takim stanie psychicznym łatwo złapać za kamień, proszę państwa.
I walnąć w pierwszego z brzegu, nie patrzeć: winny czy niewinny, byle z oczu zszedł.
Byle na moment ustąpiło napięcie.

I cóż, w Niemczech zaczyna już dochodzić do ruchawek czy drobnych zamieszek w ośrodkach dla uchodźców: ofiary jednej wojny walą tam w łeb ofiary drugiej wojny, a świat mówi „jakie to bydło”.

Nie, to nie bydło.
To prości, nieszczęśliwi ludzie w okrutnej sytuacji, którzy rozwiązują wewnętrzne napięcia w podręcznikowy sposób.
Bo zabójstwo przynosi ulgę.
Kąpiel w cudzej krwi (także urojonego, chwilowego wroga) daje psychiczny komfort - poczucie kontroli nad sytuacją. A działanie w grupie zwalnia sporo hamulców i dostarcza własnych motywacji.

Będzie więc jeszcze gorzej, ponieważ Niemcy rozwiązują te problemy metodami siłowymi tzn. grzmocąc pałą wszystkich równo. A na mój gust to rozpali nienawiść pomiędzy poszczególnymi grupami uchodźców.  Powiedzmy, Tunezyjczycy nie będą w stanie dołożyć Niemcom –  ale będą zdolni do zamordowania, powiedzmy, Kurdów. I zrobią, ile będzie w ich mocy.

Zobaczycie.
Tak działa istota ludzka. Właśnie tak jest skonstruowana.
To jeden z tych mechanizmów, kóre stara się kiełznać religia oraz prawo. No ale podczas wojny słabną obie te siły...

***

Powinniśmy rozumieć tych muzułmanów, ponieważ polska kultura – chociaż serwuje całkiem inny klimat, ale dostarcza podobnej strategii.
Zamiast uciekać, człowieku, zamiast się chować i płakać…
 
U muzułmanów ciąg dalszy brzmi „walcz”.
U Polaków różnie, ale dominuje: „stań – i wytrwaj”.
 
Polskie „wytrwaj” czasami  – wtedy, gdy nie ma dokąd uciekać - oznacza „zabijaj”.
Zabijaj, żeby przeżyć.
Zabijaj, żeby umrzeć, mając wrażenie, iż miało się swoje życie oraz śmierć we własnych rękach.

***

Wielu z tych imigrantów i uchodźców nie będzie się nadawać do pracy – ani do asymilacji, nawet gdyby faktycznie miało taki zamiar, miało jakieś kwalifikacje i znalazło użyteczne zajęcie.
 
Sprowadzamy sobie miliony psychicznych kalek wojny do wieczystego utrzymywania.
Po drodze ci ludzie nabędą syndromu wyuczonej bezradności – już niektórzy prezentują roszczeniową postawę - i sprowadzą swoje rodziny oraz zaczną je powiększać;  średnia dzietność muzułmanów we Francji wynosi 8,1 – nie znam wyników z innych państw.
To nie oznacza rozwiązania problemow: wojna i głód z czasem zamieszkaja w Europie, a wcale nie wygasna w Afryce i na Bliskim Wschodzie.
 
Obywatele Europy muszą się z nimi podzielić swoim dobrobytem – pod presją.
Chociaż ich nie lubią i wcale tego nie chcą, gdyż są rozwiązania tańsze czy bardziej sensowne – dla znacznie większej liczby cierpiących. Polska zaś jest zmuszana dzielić się z nimi swoją substancją biologiczną, co wyłożyłam osobno. W sytuacji, gdy nie mamy zobowiązań wobec świata, w szczególności Afryki i Bliskiego Wschodu – a za wszystko zapłaciliśmy górką.

Wszystko razem gwarantuje na 100% poważne problemy we współżyciu, a następnie spiralę nienawiści.

***

Zobaczcie, jaka to masa człowieka te 1,5 miliona.

Ile jej potrzeba domów noclegowych, żeby złożyć głowę na piętrowym łóżku za zasłonką, ile potrzeba furażu, ilu specjalistów potrzeba do obsługi. A przecież jest bieżąca woda i kanalizacja, nie trzeba nosić wiader picia i wynosić wiader nieczystości. Jest nieograniczony dostęp do leków.

I, na razie, akcja jest prowadzona w warunkach pokoju.
To znaczy: nie ma wojny ani okupanta, przynajmniej formalnie. W każdym razie, samoloty z bombami nie latają, patrole nie pilnują godziny policyjnej: ot, troszkę drutu kolczastego tu i tam rozciągnęli, ale jeszcze nikt nie zabija bez powodu – i bez ostrzeżenia.
Prawem okupanta, prawem silniejszego czy drapieżcy, prawem rozpaczy.
 
Jest w to zaangażowana prawie trzydziestka państw, które żyją w tzw. świętym spokoju oraz mają znacznie środki materialne. A efekty są mizerne.
Gołym okiem widać, że teza iż Polacy „uratowali za mało Żydów” jest wysoce krzywdząca – i wydumana dawno po wojnie. Każdy, kto tak publicznie powie, niech złoży publiczny bilans, ilu Syryjczyków-chrześcijan oraz ilu muzułmanów z Afryki uratował był własnym przemysłem oraz na własny koszt. Ilu ich zaprosił do swojego domu i umył im nogi. No i jak długo wytrwał w swoim ewangelicznym duchu.
 
Bo Niemcy – wielki naród, coś ponad 60 miliona ludzi – załamuje się psychicznie, organizacyjnie i materialnie pod ciężarem 1 miliona ludzi z kawałkiem. W porządku: 1,5 miliona.
I burzy się, wypisuje na forach np. „Gott steh uns bei. An die Waffe!”, mając w perspektywie następny milion czy dwa ludzi z obcej kultury pod swoim zamożnym i obszernym dachem.
 
A kudy tutaj do sytuacji okupacyjnej w Polsce.
Do jej boleści i nieznośnego poczucia bezsiły.
 
Jeżeli przyjąć, że w 1939 r. były 34 miliony obywateli II RP (są różne dane, ale weźmy to za podstawę oraz założenie, że łącznie mniejszości było 30%, że Żydzi stanowili ciut ponad 10% - ale Niemcy dołożyli do grona zagrożonego Holocaustem co najmniej 0,5 mln osób na podstawie tzw. praw norymberskich), to podczas okupacji sprawy miały się tak.
 
23-20,3 milionów Polaków (mieliśmy własne bolesne straty), na których Niemcy tak samo polowali jak na zwierzęta (Holocaust zaczął się przecież dopiero po kilku latach okupacji, wcześniej zabijano masowo głównie Polaków) –Polaków bez środków materialnych i bez dostatecznej ilości jedzenia dla siebie - miało, jak się obecnie uważa, za zadanie ocalić ok. 4 miliony Żydów, w tym ok. 3 miliony wyznania mojżeszowego i deklarujących język żydowski lub hebrajski jako ojczysty (to dane Wł. Bartoszewskiego). To wszystko na oczach 6-7 milionów dotychczasowych, przedwojennych sąsiadów czyli np. Niemców, Ukraińców oraz Białorusinów, którzy mieszkali drzwi w drzwi z Polakami, i w takiej samej odległości od dzielnic czy miasteczek żydowskich.
 
Łatwo opowiadać głodne kawałki, siedząc w wygodnym fotelu.
Gdy nie zapłaciło się nawet grosza na wsparcie dla ofiar Syrii w Libanie.
 
W tej sytuacji świat – powinien zrewidować ocenę zachowań Polaków wobec Żydów pod niemiecką okupacją.
A my powinniśmy żądać rezygnacji ze szkodliwych uproszczeń, generalizacji – oraz kłamstw.

***

Izrael, ustami premiera Netanjahu, przed miesiącem zapowiedział, że nie przyjmie teraz uchodźców z Syrii – za to zbuduje parkan. O który będą się obijać nieszczęśnicy, umierający z głodu, zagrożeni okrutnym morderstwem z rąk dżihady stów, zdolnych prześlizgnąć się w ich tłumie do każdego państwa, aby je destabilizować.

Jak widać, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
Ale Izrael w tej sprawie wylądował w sytuacji bardzo podobnej do tej, w której za sprawą Niemców – w 1939 r. znalazło się polskie społeczeństwo. Jest ta sama symetria.

Z tą poprawką, że Izrael wciąż ma niepomiernie większe możliwości niż my wtedy jako okupowane społeczeństwo, podzielone różnymi, także zadawnionymi sporami, wielonarodowe – i poddane tzw. niemieckiej polityce narodowościowej, która dawała inny status Polakom, Żydom, Ukraińcom, Białorusinom.

No i nie zagraża Izraelowi to, że za 70 lat ktoś go zacznie opluskwiać za to, iż dziś zadbał o interes własnego narodu – oraz bezpieczeństwo swoich obywateli, zamiast narażać swój byt i szansę przeżycia – swoją głowę - z troski o los sąsiadów-innowierców, z którymi przez lata nie miał za dobrych stosunków.

Obiektywnie rzecz biorąc, Izrael nie może udzielić pomocy.
To przerażające, to okrutne, ale podzielam jego stanowisko, bo jest zdrowe.

To jedyne, co można zrobić, aby nie powiększać nieszczęścia tego świata – aby go nie rozprzestrzeniać.

Powinniśmy to rozumieć.
Ale takiego samego zrozumienia powinnismy żądać dla Polaków w latach 1939-45.
 
I powinniśmy je dostać. Bo świat nie jest tak czarno-biały, jak go postrzega Holofiction.
Świat się składa z półtonów bólu, lęku i okrucieństwa. 

 

 

 

 

Ilustracja © Zbyszek Nowak - Fotolia.com