TERAZ POLSKA - cz. II czyli o pomocy humanitarnej

Wzbiera potop nielegalnych imigrantów.

Bliski Wschód, Azja Mniejsza, Afryka.
Nec Hercules kontra plures. Mówimy o dziesiątkach milionów w drodze po Lebensraum.

W końcu nie wystarczy policja i antyterroryści. Trzeba będzie użyć wojska (jak ktoś ma, bo o Polsce słyszałam że ma połowę stanu armii greckiej, powołanej do obrony 4 x mniejszego terytorium niż nasze – czy to możliwe, żeby było to prawdą, panie Tusk i panie Klich?)

Nie da się adoptować całej nędzy świata.

Każdy chrześcijanin –
… Może inaczej: każdy, kto kiedykolwiek pomagał bliźnim w potrzebie – pewne rzeczy wie.
I wystarczy kropla empatii, żeby też je znać, nawet bez praktyki w branży charytatywnej.

To może być odkrycie tylko dla neofitów. Oszołomów. Psychopatów.
Dla potomstwa zbrodniarzy niemieckich oraz komunistycznych, które właśnie usiłuje samo siebie – nie tylko nas - przekonać, iż jest poczciwe i dobre – jest okej.

Dla potomstwa zbrodniarzy, które chce odkupić grzechy swoich ojców i dziadków, tradycyjnie jednak: naszymi rękami, na nasz koszt – i jadąc na naszych karkach, boć to zawsze były pasożyty, a ich życiową strategię definiuje słowo „manipulacja”.

Ci państwo są ze szkoły utrwalaczy władzy ludowej. Tej szkoły, w której obfite ględzenie o demokracji – oraz szantażowanie, katowanie i zabijanie w ramach stosunku pracy, cudownie przeistacza się w demokrację, naturalnie tę ludową, za żółtymi firankami, na pierwszej stronie „Trybuny Ludu”.

I, naturalne, żadna demokracja nie dla wszystkich, każda dla wybranych.  
Na pewno nie dla tych, co są przeciw nim.
Bo ci są martwi albo szukają zębów na podłodze.

Ci państwo są wynalazcami takiej chorej koncepcji "pomocy społecznej ofiarom agresji", w której zabiera się z jej własnego domu ofiarę przemocy - do ohydnego schroniska, na poniewierkę - skazuje na miłosierdzie gminy.
Zamiast zapewnić zbójowi mieszkanie w więzieniu, z obowiązkiem pracy, nawet i w kamieniołomach, dla zapewnienia alimentów dla dzieci.

Ci państwo są wynalazcami takiej chorej koncepcji „humanitaryzmu”, która nakazała zlikwidować karę śmierci. I pochylają się nad niedolą najbardziej okrutnego sprawcy. Z wielokrotnego mordercy czynią gwiazdę mediów, a całkiem spuszczają kurtynę na udrękę ofiary – na samą niewinną ofiarę. I ofiarę sprawcy przyszłą.

Tak, taka koncepcja leży jedynie w ich interesie: to nie jest głos ofiar ani przejaw wybaczenia ofiar.  To jest działanie na korzyść sprawcy: ochrona przed konsekwencjami jego czynów.
A teraz rozszerzają tę przenicowaną, absurdalną koncepcję, nie bacząc że świat od tego zaczyna dachować. Nie dostrzegają tego, gdyż to ich świat. Dotąd go mieli pod pełną kontrolą i uważają, że zawsze tak będzie. Są więc niepomiernie ufni we własne siły; to już drugie albo trzecie pokolenie, bez względu na obrót spraw, wciąż na wierzchu – drugie albo trzecie pokolenie, które traktuje nas jak durne chomiki: więźniów naraz i napęd dla takiego kółka, co kręci się donikąd...

Ci państwo przekształcają każdy system na totalitarny szczot.  
I uważają, że moralność można szuflować jak piasek. Że da się zasypywać tym piaskiem słów umysły ofiar – jak się daje zasypać plamy krwi na śniegu.

Słowa stwarzają światy.
Zatem ci państwo nawijają o moralności, aby spowiła ich świętość lub chociaż jej zapach. I rozsiewają wrażenie, że od gadania o miłości bliźniego i humanitaryzmie w telewizji, nastanie pokój, od razu wszechświatowy. A dla pewności epatują utopionym dzieckiem; to bardzo nośny przedmiot dla pozasłownych manipulatorskich przekazów.

Ale prawdziwy humanitaryzm stoi obiema nogami na ziemi.
I zazwyczaj jest mrukliwy oraz nieprzyjemny; żeby świadczyć dobro, trzeba być jak stal.
Pomoc humanitarna wymaga kiloton rozsądku oraz tzw. twardej miłości.

Na pomoc zawsze brakuje sił i pieniędzy.
Pomóc można tylko małej grupie.

Dlatego z zasady nie wysyła się nędzy sygnałów, które ją zachęcają, by się żalić – nie ośmiela jej się do apeli o wsparcie.
Nie obiecuje jej się niemożliwego czyli ratunkowych kół.

I na pewno nie daje się jej pełnego utrzymania. Oferuje się doraźną ulgę, ale na jeden dzień nie uwalnia jej się od odpowiedzialności za swój własny los.

Prawdziwy humanitaryzm nie jest protekcjonalny.
Każde miejsce ma swoje prawa. Sztuka udzielania pomocy, to przyjść w czas tragedii i dobrze zrobiwszy swoje, odejść – nie naruszając tych praw. Nie tykając osnowy cudzego świata.

Nie, na pewno nie przejmuje się na swoje barki od nieszczęsnych - ich trudu oraz obowiązku organizowania swojego świata. Walki o swój świat.
Bo to może tylko zdemoralizować. Wypaczyć.
Człowiek w biedzie, szoku czy nieszczęściu bardzo chętnie wchodzi w rolę dziecka – ale potem nie chce z niej wyjść, uważa że cos mu się należy – żąda asekuracji.

Dlatego właśnie pomoc humanitarną, zwłaszcza międzynarodową, świadczy się – w miejscu, gdzie doszło do kataklizmu. I - to najlepsze – w pewnym sensie prywatnie, rękami organizacji, często drogą publicznych zbiórek, żeby nie ubierać państwa w zobowiązania, a w przypadku niepowodzenia tego państwa nie obciążać fiaskiem. Żeby zwiększać pole decyzyjnego manewru państwa, pozwalając mu zarazem czerpać profity pi-arowe.

cdn.