Taka murzyńskość czyli o wynarodowieniu Polaków – odc. 2 – Do czego Polakom służyły elity?

http://konieczna.eu/taka-murzynskosc-czyli-o-wynarodowieniu-polakow-odc-...

 

Nasz kodeks polski był kodeksem żołnierskim.

Bo Polskę stworzyli żołnierze – a żołnierzami byliśmy wszyscy. Polska stała wojną obronną każdej zagrody, każdego domu i człowieka.

Twierdzą nam był każdy próg. Konopnicka nie mitologizowała, pisząc „Rotę” tylko odcedziła w niej powszechne doświadczenie, stąd nieludzka ponadczasowość tej pieśni; jej niezatapialność w potopie komunizmu – tak samo jak zwierzęca wyporność śpiewanej modlitwy „Boże, coś Polskę”.

Gdybyśmy wciąż mieli Kresy, gdybyśmy mieli uczciwie opracowaną historię XX wieku, to co powyżej napisałam byłoby oczywiste, a może banalne. Ale raczej nie jest, więc proszę to stwierdzenie chwilowo przyjąć na wiarę. Szczypta zaufania. Najwyżej potem Państwo mnie obśmiejecie, ile bądź, za marnotrawstwo kredytu.

Nasze społeczeństwo składało się z indywidualistów – panów na swoim spłachciu świętej ziemi, odpowiedzialnych za obronę własnego i wspólnego domu - którzy nikomu nie dawali sobie w kaszę dmuchać (co naturalnie niektórych wiodło do sobiepaństwa oraz buty).

Nasze społeczeństwo nadal się składa z indywidualistów , z pionierów – w tę stronę szedł dobór naturalny przez tysiąc lat w pogranicznym kraju i tego nie mogło zmienić 80 lat urawniłowki.

Ale żaden z nas, ludzi krewkich, ludzi urodzonych do honoru, nie dostał swojej cząstki wolności i ojcowizny – np. krępuja nas przepisy dotyczące wolności gospodarczej, które uniemożliwiają prawidłowe skanalizowanie naszego szalonego rozmachu i inicjatywy.

Nie mamy też prostego programu na skalę społeczną, który pozwala – budowac poczucie własnej indywidualnej i zbiorowej wartości – czując się zarazem kółkiem w dobrze działającej maszynie: małego kawalątka tego godnego obowiązku, którym jest Ojczyzna – nasza największa miłość, po cichutku wbudowana w ciało, czy Państwo tego chcecie czy nie chcecie.

Łatwo nas nieustannie dzielić oraz kłócić tj. rozładowywać naszą nadpobudliwość i energię do złych celów. Dodajcie do tego złodziejstwo i nadużycia, które nie pozwalają się odrodzić zaufaniu – mocy słowa danego samemu sobie oraz innym, co dzień po dniu widzi tylko Bóg.

 

Wracając do przedwojennej prehistorii.

Jednoczesnie polskie społeczeństwo było od wieków - w szczególny – dobrowolny - sposób hierarchiczne.

Nawet cywile stosowali ten wojskowy porządek.

Każdy działał jedynie do progu własnych kompetencji, a gdy się do niego zbliżał – to szedł po radę.

Bo to my Polacy wymyśliliśmy consulting:-)

Nasze społeczeństwo zawsze opierało się na zaufaniu do liderów, zwłaszcza lokalnych, którzy w razie potrzeby organizowali samoobronę, a na co dzień rozstrzygali spory i łagodzili zadrażnienia oraz własnie organizowali taką pracę jednostek dla większej i mniejszej wspólnoty; oliwili kółka zgody.

To były te źrenice polskich oczu, które zgasły – najpierw na Wschodzie Polski, a potem na tym skrawku ziemi, który nam łaskawie jak ochłap rzucił pan Stalin.

Naturalnie opowiadam o ideale.

Ideał zawsze musi być ze dwa oczka wyzej niż to możliwe – inaczej nie ma o co walczyć i do czego dążyć.

***

W polskim społeczeństwie przedstawiciele wielu społecznych grup, zwłaszcza młodzież (ogólnie: osoby bez dostatecznego wykształcenia albo wiedzy lub wieku) – nie rozwiązywały same, zwłaszcza w gorączce – najdrobniejszych nawet problemów, jeżeli jakkolwiek dotyczyły całej wspólnoty.

Wszyscy uczyli się od małego wyczuwania, ile każdy sam może: każdy był żołnierzem, pamiętajcie – najmniejsze dziewcze i najmniejsze chłopię. Każde umiało zachować rezerwę i wszyscy, jak potrzebowali, szli do rady starszych.

***

Weźmy przykład – jak większość z Państwa zareagowałaby na taki wpis?

http://mediumpubliczne.pl/2016/02/odezwa-do-tchorzy-wokol-emisji-idy-w-tvp/

 

UWAGA – UWAGA -UWAGA, bo kogoś może niechcący ponieść:

Taki tekst jak ten autorstwa Pani Anny Karoliny Kłys to jest jedna z tych spraw, których np. młodzież sama nie załatwia.

To jest problem wspólnoty – to oskarżenie Polaków o ludobójstwo, zaopatrzone w prowokację pod adresem prawicy (oskarżenie o tchórzostwo, wywiedzione z serii fałszerstw historycznych).

I dlatego serdecznie proszę Czytelników o  niekomentowanie tekstu „Odezwy”. Celem tego „utworu” jest wygenerowanie antysemickich komentarzy, które posłużą jako woda na młyn kilku gazetek naszej żydowskiej mniejszości narodowej.

A NASZYM celem jest nauczyć się na praktycznych przykładach, jak stosując polski kodeks honorowy – radzić sobie także w takich chorych sytuacjach – jak po polsku żyć: co zawsze oznaczało życie skuteczne.

Poćwiczmy od razu ciszę… przed burzą.

Proszę przeczytać tę „Odezwę do tchórzy” i po cichutku do mnie wrócić. Dziękuję!

***

Tak, kiedyś młodzież i ludzie bez odpowiedniego do sytuacji wyksztalcenia naprawdę nie decydowali samodzielnie o żadnych trudnych problemach, które przerastały ich wiedzę życiową –zdolność osądu.

Z takimi problemami zawsze zwracano się do osób starszych lub predestynowanych do ich rozwiązywania albo wskazywania najlepszej ścieżki: do lokalnej inteligencji np. ziemian, sędziów, nauczycieli, księży, bibliotekarzy, lekarzy a także weteranów wojennych i osób wojskowych; w ostateczności – policjantów, agronomów, zarządców majątków.

Nasze elity też były hierarchiczne.

Też szły po radę.

A za przesianie tych doświadczeń na wyższy poziom tj. uwspółcześnianie normy, przystosowywanie jej do zmieniającej się rzeczywistości w różnych sferach życia - odpowiadali publicyści, działacze społeczni i polityczni, pisarze lub wodzowie.

 

To właśnie były te nasze elity, które nam wymordowali.

I to jest system, który powinniśmy odtworzyć – Internet daje nam gigantyczną szansę.

Tu i teraz nie musimy się grupować terytorialnie wokół osoby z sąsiedztwa, która ma zrównoważone usposobienie oraz szersze horyzonty (chociaż ten trud również warto podjąć) – możemy też maksymalnie wykorzystać te nieliczne osoby, które znaja polski kodeks – i potrafią go zamienić w ostrą broń.

Jednocześnie trzeba pobudzić kilka innych procesów. Ale: najpierw skończmy jeden temat.

***

Wychowanie do postawy obywatelskiej chodzi teraz po głowach różnych ludzi.

Nie znam zasad żadnego modelu, który został uruchomiony – tyle, że oglądam spotkania Klubu Ronina i wiem, ze niektóre teksty pana Mariana Kowalskiego na pewno dotyczą tego zagadnienia.

Generalnie jednak wszyscy idą w stronę tzw. kształtowania nowych elit.

A ja myślę inaczej, i chyba krok dalej: te elity pozbawione zaplecza społecznego wcale nie będą tak efektywne, jakby chciały – i na to zasługiwały.

Wychowanie tych elit zabierze mnóstwo czasu.

Fakt, ze nasz społeczny system był oparty na elitach – stanowił jego czuły punkt: gdy je wyrżnięto, stracilismy jako naród swoją głowę. Czas upowszechnić pewną postawę, która dotąd była elitarna, a same elity zastosować do realizacji zadania, które stawiano Kolumbom…

 

Z mojej perspektywy – wychowawcy behawioralnego oraz człowieka, który zna historię Polski (naturę dawnego polskiego społeczeństwa) – trzeba iść w stronę samowychowania.

Człowiek sam najlepiej potrafi się ogarnąć, zwłaszcza gdy dostanie informację – jak się nie narobić, a zwiększyć swoją efektywność – jak coś zrobić, wcale nie zmieniając swojego zycia. Bo to jest ten sam problem, co z dietąJ

Jednocześnie warto stworzyć system dobrowolnego umawiania się na malutkie zadania, które – wykonane przez większą grupę – są zdolne doprowadzić zbiorowość do widomych zwycięstw.

Nowoczesne wychowanie behawioralne, jest oparte na nagrodach.

Karą jest brak nagrody – . I nie ma się co nad tym zastanawiac, bo niestety jesteśmy i bez tego sfrustrowani: czas zwyciężać – potrzebne sa nam nowe pola funkcjonowania społecznego: żeby nie ugrzęznąć w złych nawykach tylko od razu zrobic cos perfekcyjnie.

Z tym samowychowaniem i wychowaniem do postawy obywatelskiej jest problem, gdyż wszystkie materiały trzeba tworzyć od zera: brak pomocy dydaktycznych.

Upłynęło 80 lat niewoli. Zwietrzały metody sprzed lat. Taka prosta wzmianka sprzed setek lat o religijnym obowiązku miłości do Ojczyzny dla polskich dzieci, wyglaszana na etapie nauki 10 przykazań (4-6 lat, mnie to też spotkało) – ma obecnie wartośc muzealną. (Spisze to przy okazji, może ktoś zywi pasje historyka kultury). Współczesnych dorosłych mogłaby tylko zrazić do idei (no chyba, żeby najpierw kropnąć coś o mistycznym przywiązaniu Polaków do ziemi).

Dzisiaj tę polską normę – nadrzędność obowiązków wobec Kraju ponad wszystkimi innymi - wdrażanoby dzieciom inaczej; zwłaszcza w rodzinach laickich czy obojętnych religijnie.

No i nauczanie dorosłych czyli andragogika to inny chleb niż pedagogiczny.

Ale dla chcącego nic trudnego. Spróbujemy.

:-)