Taka murzyńskość czyli o wynarodowieniu Polaków – odc. 0 – Polski Kodeks Honorowy

http://konieczna.eu/taka-murzynskosc-czyli-o-wynarodowieniu-polakow-odc-...

 

Kiedy więc posłuchałam tego, ogólnie patriotycznie nastawionego młodzieńca, którego niepokoiło, iż zabijanie ubeków w 1946 r. mogło niestety stanowić akt zbrodniczego antysemityzmu  i zrozumiałam, że idąc tropem jego rozumowania wkrótce dojdziemy do tezy, że ci Niezłomni to chyba słusznie dostali w łeb od NKWD…

Zrozumiałam wreszcie, skąd nie-orli-orzeł z czekolady w brunatnym bajorze (nie poleci orzeł w gówna) i inne sytuacje, gdy prawidłowe impulsy polskiej kultury poraziły prądem udko martwej żaby.

Brak zrozumienia, skąd te impulsy wypływają oraz czemu służą. Polacy – nie wiedzą, ILE, KOMU, CZEGO, W JAKI SPOSÓB, KIEDY i DLACZEGO SIĘ NALEŻY OD TEJ CZY INNEJ OSOBY – i jak dobroczynne oraz rozległe są konsekwencje takich błyskawicznych i prawidłowych ocen.

W tym – takich: kogo i dlaczego podczas wojny należy trwale zneutralizować. Szanując swoje siły, umiejętnie nimi operując, ale bez względu na koszta własne – walcząc do końca.

To ważne, bo znów jesteśmy (jak w latach 30-tych) naraz w stanie wojny domowej społecznej większości z mniejszościa – oraz w stanie wojny hybrydowej, wojny nie wypowiedzianej z różnymi podmiotami z zagranicy – i zastosowanie zasad polskiego kodeksu znacząco zwiększyłoby nasze szanse na zwycięstwo, jeszcze marniejsze niż 80 lat temu.

Ten problem nie polega wyłącznie na niewiedzy historycznej – czy niebacznym wkuciu na blachę historycznych kłamstw; kłamstwa można w lot rozszyfrować, gdy w społeczeństwie są żelazne zasady. Od razu się coś nie zgadza.

A u nas leciały kłamstwa grube… Na przykład w moim podręczniku w liceum zastępy AL-GL liczyły 80 tysięcy partyzantów, głównie uświadomionych klasowo robotników i chłopów, którzy spędzali sen z powiek Hitlera – a według współczesnych rachub, bodaj razem z PPR-em to było raptem 3-5 tys. zwykłych bandziorów, fakt, że polskiego pochodzenia acz z mózgiem moskiewskim, polujących na ukrywających się Żydów w celach… rabunkowych (Mieczysław Moczar, generał Grzegorz Korczyński). Potrafili się wzajemnie zabijać nad trupem biednego Żyda o łup.

Następnie ci „partyzanci” a w porywach gang natoliński rządził milionami Polaków – gdy wystarczyło popatrzeć na buźki mafiozów, żeby dać 5 latek bez wyroku. Zaś obecnie nacjonalistycznie nastawione towarzystwo z Muzeum Historii Zydów Polskich plecie o udziale Polaków w Holocauście: proszę z tej narodowej specyfikacji odkreślić zabójstwa rabunkowe komunistów – i rachunek przesłać profesorowi Zygmuntowi Baumanowi, filozofowi zbrodni, a kopię do Izraela rodzinie pana Samolona Morela i do USA przyjaciołom Józefa Swiatło - ostatecznie komuniści mówią, że wszystko jest wspólne, więc odpowiedzialnośc moralna czy finansowa też.

O odsetki niechajże się zaś martwi pan Marek Borowski, bratanek Jakuba Bermana, wraz z Monika Olejnik i Barbarą Jaruzelską, żeby wcielić w zycie zasadę sprawiedliwości społecznej, która ich rodziny jakoś dotąd omijała.

***

Tu chodzi o brak moralnego kompasu, który wskazując zawsze północ, od razu wytycza pozostałe strony świata.

Ta zasada, że człowiek jest jeden i słowo ma jedno, a jak już je dał, to jest zobowiązany, choćby miało kosztować życie - eliminuje gros kłamstw, oszustw i podstępów ze stosunków międzyludzkich.

Przenosi rozrachunki ze sfery korzyści materialnych w sferę Honoru.

Przenosi relacje z gruntu relatywizmu na grunt zaufania.

Zmusza do ostrożności i dobrych rachub.

Zmusza, żeby się maksymalnie przyłożyć: tak żeby wyszło – gdyż liczy się głównie efekt.

Ta zasada, przyjeta jako jedyna zasada współzycia z ludźmi, przyznaje każdemu współobywatelowi cząstkę realnej odpowiedzialności za stan społecznego etosu i obdarza go mocą sprawczą: to od niego współzależy, jaki jest jego świat. I kim sam jest: oszustem czy sprawiedliwym.

A owa moc to źródło naturalnej godności, poczucia własnej wartości i zasłużonej, głębokiej dumy.

Nasza polska norma – nasz narodowy kodeks nie kształtował niewolników. W Polsce, nie tylko przedwojennej, nie było miejsca na murzyństwo, acz pod warunkiem że człowiek całym sobą kupił tę honorową normę. I był skupiony na robieniu swojego jak najlepiej, zamiast narzekania na czynniki obiektywne. (I radziłabym się zastanowić, czemu Tatarzy miękko wstąpili w szeregi współobywateli – a Ukraińcy, chociaż dali nam Jaremę Wiściowieckiego oraz króla (łe, Korybut Wisniowiecki) latają teraz światami i opowiadają kocopoły, jak to byli kolonizowani przez podłych polskich panów, gnębicieli Żydów. Ech, skłonność do dygresji jest chyba już nieuleczalna, przepraszamJ).

Niekiedy ten polski kodeks wręcz nazywano honorowym, gdyż chodzi o zespół norm, rządzących zyciem codziennym oraz walką, przeniesiony na karkach żołnierzy od czasów rycerstwa aż do lat 50-tych XX wieku, gdy ostatecznie został złamany, zdruzgotany i pochowany w anonimowych grobach.

Tak, wiem, Państwo słyszeliście jedynie o „Polskim Kodeksie Honorowym” Władysława Boziewicza, który w latach 30-tych dał interpretację, jak przebiega (łachacha) pojedynek. Ale zapomnijcie o tym na razie, proszę, tak jak przysięgli w USA, którzy mają obowiązek zapomniec o zbędnej okoliczności – w odpowiednim czasie wrócę do tej ciekawostki…

Wszystko, co anachroniczne lub wyrwane z szerszego kontekstu – jest egzotyczne, i taki jest „Kodeks” Boziewicza. Ale wydawniczy wybryk nie może posłużyć do ośmieszenia REALNEGO polskiego kodeksu społecznego czyli zespołu norm wychowania młodzieży, obcowania ludzi z ludźmi oraz sposobu na organizację życia społecznego, który został opracowany na przełomie XIX i XX wieku (w oparciu o obyczaj narodowy) – i zmodyfikowany po odzyskaniu Niepodległości.

To była nasza polska umowa społeczna, jeżeli Państwo wolicie taką definicję, zniszczona przez komunizm, gdyż przez wieki pozwalała nam zwyciężać z każdym wrogiem albo chociaż przetrwać; idealnie dopasowana do naszego narodowego charakteru.

Tego prawdziwego charakteru – odrzućcie znowu, jak amerykańscy przysięgli, wszystko co usłyszeliście o rzekomych cechach Polaków jako zbiorowości np. naszej rzekomej bezsensownej kłótliwości, niezborności, bezhołowiu, niezdyscyplinowaniu, a nawet niegospodarności.

Zapomnijcie o ocenie Bismarcka: "Chcąc ukarać Polaków, trzeba im pozwolić samym się rządzić". To są słowa wroga, tak samo prawdziwe jak konstatacja „Patriotyzm jest jak rasizm” (ciekawe, jakby tę mundrość przyjęto w Izraelu, który cienko przędzie, ponieważ tylko mizerna cząstka jego potencjalnych i realnych obywateli dojrzała do patriotyzmu  po 2 tys. lat diaspory, jaka wypłukała z żydowskich głów myśl państwową, nie wspominając o praktycznym doświadczeniu i postępach tej mysli przez cały okres nowożytny).

Odrzućcie słowa Cypriana Kamila Norwida o tym, że „Polacy to wspaniały naród ale społeczeństwo żadne” – bo zostały wypowiedziane, zanim do pracy przystąpili Pozytywiści  - a do dzisiaj są traktowane jak trafna diagnoza wyłącznie z uwagi na komunistyczną demolkę w naszym obejściu. Poza tym te słowa charakteryzowały ówczesne stosunki na emigracji.

Odrzućcie nawet słowa Piłsudskiego: "Zastanawiam się, czy Polakami da się rządzić bez bata". Te słowa także miały kontekst, którego nie znacie.

Przyjmijcie, że nie wiecie, jaka jest ta dusza polska. A może od razu zaryzykujecie przyjcie na pewnego założenia?

Że ta niezaprzeczalna kłótliwość i niezborność, szczególnie widoczne w sieci to skutek m. in.:

  • braku kindersztuby (starannego dobrego wychowania – w polskim stylu, który cechował maksymalny dystans oraz uprzedzająca grzeczność, ponieważ norma zrodziła się w okresie, gdy wszyscy byli uzbrojeni i szanowali swoje odciski);
  • osadzenia – już trzeciego pokolenia - w niedopasowanej, wysoce nieodpowiedniej formie społecznej?

Każdy cierpi w za ciasno zasznurowanym gorsecie, włożonym na niewłaściwy odcinek kręgosłupa. A jak w stajni chowany – to i każdemu posyła serdeczne a warkotliwe pozdrowienia kurrr, rrrr,rrr...

Ten nasz niegdysiejszy kodeks stanowił środowisko wychowawcze, które wdrażało jednostki w pewien wspólny charakter, zarazem pozostawiając im wolność woli - pozwalając im wybierać i działać po swojemu, choć i organizował ich działanie. Polaka zawsze można było odróżnić na ulicy paryskiej czy londyńskiej - tak samo jak dzisiaj. Ale dziś po słowie na "k...", które wibruje w powietrzu, a kiedyś po wyprostowanym karku i niebywałej schludności.

W informatycznym sensie to był program społeczny typu BIOS czy Windows, środowisko do działania programów specjalistycznych typu:”Wybijamy się na Niepodległość”, „Unifikujemy system prawny wszystkich trzech zaborów”, „Budujemy Centralny Okręg Przemysłowy”, „Walczymy z analfabetyzmem” (komuna ukradła zasługi sanacji, kto o tym wie?) albo drobniejszych np. „Urządzamy Uroczysty Pogrzeb Komendanta Piłsudskiego”.

To był program społeczny polski wspólnie napisany przez wieki, z dodawaniem łatek czy aktualizacji na bieżąco – a także program, który w naszej historii miał już kilka edycji np. napisaliśmy go od nowa po rozbiciu dzielnicowym oraz po zaborach.

Wielokrotne zdarzały się sytuacje, gdy społeczeństwo ciągnęło swój program, a państwo swój: bywało, że programy się dopełniały – i efekt był wzmocniony (wychowanie pokolenia Kolumbów), albo znosiły (opór przeciwko germanizacji). Moim zdaniem obecnie potrzeba takiego programu równoległego.

Polski kodeks odpowiadał za naszą łagodność i tolerancję – a zarazem stanowczość, waleczność oraz okrucieństwo, co summa summarum zbudowało imperium I Rzeczpospolitej.

Wraz z upadkiem tego etosu i systemu – straciliśmy wolność. Gdyśmy odbudowali etos i unowocześnili, abgrejdowali dzięki Pozytywistom – przyszła Niepodległość. Dzisiaj trzeba zrobic to samo.

I ten kodeks mógł doprowadzić do mocarstwowej pozycji II Rzeczpospolitą: oczywiście teoretycznie, ponieważ wojna domowa polsko-żydowska z lat 30-tych skutecznie sparaliżowała szanse, żeby jakkolwiek stawić naraz czoła komunizmowi i hitleryzmowi.

Tak wiem, dla Państwa, przy znajomości „historii” Polski z podręczników napisanych przez matkę pana Michnika i jej partyjne kolezaneczki, w której sanacja to tragiczne głupole, a endecy to faszystowskie bydlęta – patrzących na Polskę przez pryzmat tragicznie przegranego Września oraz II wojny i późniejszej masakry– ta uwaga o potencjale II Rzeczpolitej brzmi zabawnie.

A już wzmianka o wojnie domowej polsko-żydowskiej lokuje mnie w intelektualnym skansenie, gdzieś w okolicach pana Brauna, a może nawet „Falangi” (moi przodkowie-piłsudczycy obracają się w grobach jak wentylatory, boć kochali „Falangę” tak jak dzisiaj feministki pana Terlikowskiego).

Ale jeżeli dacie mi czas – trochę czasu na napisanie tysięcy słów o prawdziwej historii w XX, o naszym prawdziwym obyczaju – o polskości a nie kulturze polskojęzycznej…

Jeżeli okażecie cierpliwość i przeczytacie te moje słowa, zadawszy sobie ich zrozumienie oraz odrobiwszy zadane ćwiczenia, to jestem przekonana, iż Państwo dojdziecie do wniosku, że to ja mam rację. A wtedy, zgodnie z kodeksem polskim – dostanę przeprosiny:-)

Polski kodeks dawał wyjaśnienie, jak grzecznie i kulturalnie - minimalnymi środkami tj. infamią - oczyścić przestrzeń publiczną z prawdziwie niepożądanych osób i niósł instrukcję, jak zawrócić na polską drogę ze złej ścieżki, nawet wybranej przez przodków. Polski kodeks dawał ścieżke ekspiacji.

Takich rozwiązań nie zawiera obecny„moralny” kodeks sowiecki, który u nas powszechnie obowiązuje – więc sytuacja np. polityczna w kraju może wyłącznie eskalować, a spójność społeczna może się wyłącznie obniżać; nie widzę szans na postępy oraz zahamowanie emigracji.

Tak samo jak w przedwojennej Polsce odbije się to na naszych możliwościach obrony i samoobrony np. przed infiltracją – i wyjdzie bokiem podczas wojny, którą w Europie, a właściwie na świecie, uważam już niemal za nieuniknioną.

***

To nic nowego ta czerwona kolaboracja.

Gdy nastała Niepodległość – też zachodziła potrzeba weryfikacji osób obecnych w życiu publicznym oraz kadr, gdyż sędziowie, urzędnicy wysługiwali się zaborcom, też przez pokolenia. W zaborze austriackim, który poszedł drogą tzw. lojalizmu (czyli lojalności wobec monarchii austrowęgierskiej) powstaa wręcz (w Krakowie) szkoła hisotryczna, która mówiła że powstania nie miały sensu - że walka o wolnośćnie ma sensu, że należało i nalezy sie pogodzić z utratą własnego państwa...

Wiadomo, jak uruchomiono mechanizm samooczyszczenia.

I wiadomo, że ludziom wymiętolonym przez zabory oraz kompromisy udało się wychować, lepsze od siebie, nowe pokolenie, zupełnie innej klasy. Jest przyszłość także przed nami.

Skupmy się na młodzieży – jeżeliśmy zepsuci – a jesteśmy zepsuci, to zostańmy w pokorze mierzwą pod przyszłe, piękniejsze pokolenia.

Niech się dzieci uczą prawidłowych wyborów na naszych błędach i upadkach.

Niech się uczą mądrej, surowej miłości.

Przed nami kolejne tysiąc lat – tej niesamowitej wspólnoty ponad czasem i przestrzenią, którą jest naród.

Trzeba konstruktywnie podejść do stworzenia nowej jakości – standardów – życia publicznego. Sprawy nie mogą iść w obecnym kierunku.

Nie wolno nam dalej żyć podług leninowskiej filozofii  „kto nie z nami, ten przeciwko nam”.  W życiu nie weszłabym w scenariusz, napisany przez wroga: a jako prawica wciąż to robimy – i na każdym polu. Zwłaszcza w przestrzeni medialnej. Przeba przejść na prowadzenie.

Trzeba poszukać współczesnej interpretacji „Bóg – Honor – Ojczyzna”.

To było proste, praktyczne, pozytywne i konstruktywne, wzniosłe.

***

Została nas szczypta ostatnich Mohikanów, którzy znają z domu, z lektur, polską normę – owoc tysiącletnich doświadczeń, zwycięstw, niewoli oraz walki o Niepodległość.

To jest zbiorowy patent milionów ludzi, którzy wcale nie umarli, gdyż wciąż żyją - w nas, swoich potomkach. W nas, swoich późnych dzieciach, dla których szczęścia pracowali i umierali.

Oni wciąż żyją i na nas patrzą naszymi własnymi oczami. Mamy ich geny, karmi nas ziemia, która zjadła ich kości – śnimy wszystkie ich sny i marzenia o wolnej Ojczyźnie.

Sądzę, że warto wrócić do ich obyczajów, które znacznie lepiej nakarmią duszę naszej zbiorowości niż ta podła sowiecka podróbka.

Polskość jest powściągliwa i rozważna; żołnierska.

Polskość jest pełna grzeczności i szacunku, z zasady, dla każdego – ale straszna, gdy nie ma wobec niej respektu.

Polskość jest jak lodowiec: widać tylko 1/7 czy 1/8 całości – skrawek bieli na szerokim oceanie. Wiekszość procesów zachodzi w sposób skuteczny ale niewidoczny.

 

Tak, tak.

Tak w ogóle, to ja naprawdę chcę zaproponować powrót do polskości. Do naszych korzeni.