Szaffa Kiszczaka* czyli gruby sznurek jak nie wyszła gruba kreska

Och, jak mi brakuje aktualnego komentarza pana Adama Michnika – syna pana Ozjasza Szechtera, skazanego za zdradę stanu w II RP (daj Boże, poprawimy ten wynik w drugim pokoleniu). Ojej, czemu milczy pan Michnik, historyk, zamiast napisać o wrażej kaczystowskiej agenturze, zaangażowanej w rozkładanie polskiego państwa pospołu z Człowiekiem b. Honoru?! Do pióra! Do pióra, panie Redaktorze! W górnym pędzie orle leć… i… sru! - zrzuć nam z góry na głowę jakiś fajny temat zastępczy.
 

Szaffa Kiszczaka*

czyli gruby sznurek

jak nie wyszła gruba kreska

 
 
Sprawy szafy Kiszczaka nie wolno bagatelizować. To wcale nie jest ten drobiazg, że pan Wałęsa „Bolkiem” był.
 
To pytanie, kto sterował decyzjami niby-polskiego Prezydenta w ciągu pierwszych pięciu kluczowych lat po transformacji? I kto sterował innymi agenturalnymi marionetkami?
 
Zatajenie starych powiązań było i jest bezpośrednim zagrożeniem dla bezpieczeństwa Polski. Pozwala na zastosowanie akt przez obce mocarstwa, szantaże, przejmowanie agentury, bezkarne wykorzystywanie jej do brudnej antypolskiej roboty. Znamy to niebezpieczeństwo. Przez ostatnie ćwierćwiecze zrodziło bezpośrednie zagrożenie dla polskiej gospodarki, kultury, standardów politycznych oraz sfery komunikacji publicznej.
 
Ciąg dalszy prac IPN – jest oczywisty. Prokurator musi sprawdzić, ile mamy przypadków jawnej zdrady stanu. Takiej nagiej, niczym nie zawoalowanej, nie do rozgrzeszenia.
 
Mamy do ustalenia, kto był agentem. Gdzie, w jakiej roli, w jakim kręgu funkcjonował, jak i komu strzelał w stopę, gdy już pozostawał poza formalna kontrolą państwowych służb specjalnych. A potem są do prześwietlenia decyzje, sytuacje, decydentów mniejszych i większych, gminnych i centralnych.
 
Do wyboru do koloru: czerwoni, różowi, niebiescy, zieloni, bęc. Mnóstwo roboty. Bo stało się sporo zastanawiających rzeczy. Zrealizowano przedziwny scenariusz…
Od wyprzedaży niemal całego majątku narodowego za bezcen – przez decyzje o likwidacji konkretnych zakładów i całych gałęzi przemysłu – po nienormalną (nie kierującą się polską racją stanu) politykę historyczną, a ślad – zagraniczną.
 
Jest też kwestia zadłużenia państwa po gardłodziurki, na całe pokolenia – sprawa fałszerstw wyborczych, Smoleńska, wepchnięcia nas w paszczę kolejnej Rzeszy Niemieckiej (czytaj: Unii Europejskiej).
Jest samobójcza decyzja o sprowadzeniu nam na kark pseudo-imigrantów. Oraz pani Kopacz, która na czerwonym Teppichu błądziła u boku pani Merkel jak ofiara jakiegoś silnego ciosu w głowę.
 
 I jeszcze to, dlaczego służby specjalne, rzekomo polskie – przez kilkadziesiąt lat nie wychwyciły ani jednego przypadku zdrady stanu.
 
Jest  do zbadania sprawa niezawisłości sądów – czy raczej szerzej: agentury w organach ścigania i aparatu wymiaru sprawiedliwości, która jest odpowiedzialna za hybrydę państwa oraz mafii.
 
Każda sfera naszego życia wymaga remanentu.
Toż agent jechał na agencie i agentowi pomagał.
 
***
Jeżeli zapytacie Państwo, co u mnie słychać, odpowiem: „Smiech Kiszczaka”.
 
Przed chwilą dostałam od znajomego z Fujzbuka taki list – cytuję: „Smutna prawda... ludzie wykształceni przez NKWD, które Polakom strzelało w tył głowy zakładali teczki... I my dzisiaj wierzymy w te teczki, które fabrykowano jak chciano na wzór niszczenia człowieka… Ale my wierzymy SB, NKWD. I dalej brniemy w zabawę z teczkami i nie osądzając zbrodniarzy... szykanujemy działaczy, którzy jako gówniarze w obliczu zagrożenia podpisali coś tam... Szkoda... ale to Polska właśnie – kraj, który niszczy symbole..."
 
Odpisałam mu „Oj, biednyś, ty biednyś. Myśl dalej, a może odkryjesz wady swojego rozumowania”. Już nie napisałam o możliwościach współczesnej kryminalistyki. O tym, że papier, atrament, długopis czy ołówek kopiowy sprzed kilkudziesięciu lat to materiały, które pozwalają na orzeczenia bezdyskusyjne.
Nie napisałam, że ja – w przeciwieństwie do niego – spędzam dużo czasu w IPN: jestem praktyk, a nie teoretyk. I dlatego dla mnie akta esbeckie to tylko przystanek na Krzyżowej Drodze w kierunku prawdy – a nie prawda objawiona…, co właśnie on próbuje mi podstępnie wcisnąć do umysłu – czy przypisać.
 
A niechże to kolega udowodni, iż jestem wielbłądem.
Bo ja mam wrażenie, że jestem człowiekiem.
 
Jak widać po liście, który stawia bezpretensjonalny znak równości pomiędzy SB i NKWD, oglądanie „Idy” ze wzruszeniem – aż po napisy końcowe – niszczy obwody logiczne.
Nie ma to również jak prenumerata „Gazety Wyborczej”, żeby się intelektualnie rozwinąć, nie nabywając przy tym rzetelnej wiedzy historycznej oraz o współczesnej rzeczywistości czy możliwościach nauki.
Żeby żyć w chciejstwie, bredzić o nowoczesności oraz wyzwalaniu się ze stereotypów i innych okowów umysłu – a jednocześnie przestrzegać czekistowskiego przykazania: "jeśli fakty nie zgadzają się z założeniami, tym gorzej dla faktów"
No i nawoływać: „Nie zmieniaj historii, przecież podręcznik napisała moja kochana mamusia oraz tatuś Jasia! Nie wygłupiaj się, przecież wszyscy doskonale wiedzą, że Antek Macierewicz to szaleniec, a Ziemia jest płaska i spoczywa na czterech krokodylach.
 
***
Nie będę zabierać teraz Państwa czasu analizą – jakie wady rozumowania zawiera list mego znajomego. Ile tam tandetnych chwytów erystycznych oraz prostackiej niewiedzy. Ile trującej głupoty czy ideologii. Nie wiem zresztą, czy to Państwa interesuje (proszę o sygnały, to ewentualnie rozwinę ten wpis na swoim blogu – )
Stwierdzę na koniec, że zamiast tego listu – wolałabym przeczytać co innego. Bardzo mi brakuje sierdceszczypatielnej, obszernej i zapładniającej analizy ostatnich wydarzeń pióra pana Adama Michnika.
 
Przeczytałam już z zainteresowaniem protekcjonalne przestrogi syna Hansa Franka.
Caculki, miodzie - ale to nie to. Panie Redaktorze, wolałabym nauczki od dziecka rodzimych zbrodniarzy! Zawsze co własne, to własne… – a przynajmniej łatwiej to własne wyhuśtać.
 
Nie – to nie to, czego łaknie dusza moja.
Ja nie chcę także zastępstwa, jakiś panów Czuchnowskich czy czuchnowskopodobnych – chcę wyklaskać samego Mistrza!
 
Koryfeuszu nasz, orędowniku nasz, przewodniku nasz przez bezdroża właściwych przemian społecznych, piewco i współtwórco naszego świata - czemu milczysz?
Ty to widzisz – i nie grzmisz?!
Zewsie!
 
Czuję się osamotniona, proszę Państwa.
Pan Michnik przecież wyznaczał publiczne standardy ostatnich lat – dawał różnym ludziom skuteczne bury na swoich łamach – wpływał na ich zachowania. Ciekawe, ile w tym było mocy Jego talentu – a ile wiedzy, którą wyniósł z archiwów SB, gdy opiniował kwestię ich ujawnienia w początkach transformacji? Ciekawe, czy i temu się przyjrzy prokurator – bo generalnie: powinien.
Cała elita, bez żadnych wyjątków, powinna zostać zlustrowana. A już na pewno każdy człowiek, który był doskonale poinformowany – i mógł osobiście lub za pośrednictwem uczniów napisać wszystko, co chciał dla dobra Polski – ale nie napisał tego, co wie.
 
***
Tak, główny grzech „Wyborczej” to jednak chyba przemilczenia – czyli tzw. bierne kłamstwo. Całe pola przemilczeń, aby utrwalić zdegenerowany, cyniczny system. Bez przemilczeń nie mogłyby wyrastać hektary soczystego kłamstwa i osiągać setki kwintali z najmniejszego areału. Bez przemilczeń nie doszłoby do przerzutów tego nowotworu.
Wyrosły dziesiątki młodych, pożytecznych głupców, niezdolnych do krytycznego myślenia, samodzielnego odkrywania świata, brania odpowiedzialności za własne wnioski i wasz kraj.
 
Mamy teraz spory problem: setki tysięcy współobywateli, uzależnionych od manipulacji – ofiar przemocy intelektualnej czy psychiatrycznej.
 
Jak inaczej nazwać pacjentów, przyzwyczajonych do plucia im w twarz i nicowania znaczeń słów oraz ról historycznych – istot, które pożądają fałszywych autorytetów – niezdolnych do odczuwania dumy narodowej – odrzucających ze wstrętem polskość, traktujących ją jak wstydliwą lub śmiertelną chorobę?!
A do tego osób bez minimalnej wiedzy o rzeczywistości – zamkniętych w świecie sztucznych, wydumanych „problemów”, na siłę kalkowanych z innych społeczeństw. Ludzi, którym obrzydzono 10 przykazań, a którzy nawet nie wiedzą, iż w ogóle nie mają zasad – gdyż zbyt często im je rozmywano oraz podmieniano na biegu.
 
***
Proces oczyszczania się z agentury – i z nacieków zajmie nam całe lata.
Będzie bardzo bolesny.
Mam nadzieję, że nie jest za późno. Że nas nie zje gangrena. Że uda się wyciąć zakażone mięso – na żywca, do kości – i posypać antybiotykiem, zanim zwali nas z nóg nieuleczalna, zabójcza gorączka sepsy.
 
Nazwa „czyściec” jest absolutnie na miejscu… Choćby dlatego, że wielu ludzi zaangażowanych w KOD (Kiszczakowa Oddała Dokumenty) nie zna własnych korzeni.
 
Tamte sfery chyba nieustannie przeżywają większe i mniejsze wstrząsy, gdy zestawiają „wiedzę” wyniesioną z domu, a utrwaloną przez „Wyborczą” – z archiwami oraz prawdziwą wiedzą historyczną. Gdy odkrywają szkielety w swojej szafie.
To dlatego reagują taką ogólną agresją oraz wyparciem, dlatego eskalują – wielu z nich się prawdopodobnie należy porządna pomoc psychologiczna lub wręcz psychiatryczna.
 
Dla przykładu: pan Kijowski niedawno powiedział w wywiadzie telewizyjnym (min. 11:40), … że miał dziadka w AK.
 
Jakie AK? – proszę o dokładne wyjaśnienia, messer Kijowski oraz opis dokonań dziadunia, bo w kartotece IPN nie ma słowa o AK:
 
… w kartotekach IPN można wyczytać to: (Jozef Kijowski) "09-25.09.1939 uczestnik kampanii wrześniowej w szeregach Wojska Polskiego. Od 02-07.1944 r. żołnierz BCh na Lubelszczyźnie. „Po zakończeniu działań wojennych jako oficer WP walczył z bandami nacjonalistycznymi, zabezpieczał państwowe akcje polityczne i gospodarcze”.
Od 21.03.1976-18.07.1983 poseł na Sejm PRL VII-VIII kadencji. Wiceprzewodniczący Zarządu Wojewódzkiego Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej w Olsztynie. Zmarł 18.07.1983.
Źródła: Centralna Kartoteka Działaczy Ruchu Ludowego (dalej: CKDRL), sygn. 863; T. Mołdawa, Ludzie władzy, 1944-1991, Warszawa 1991”
 
Innymi słowy, pan Józef Kijowski był takim „oficerem WP”, który latał po lasach z pepeszą – och, zupełnie jak profesor Bauman – i „zwalczał opozycyjne bandy”.
Mnie to śmierdzi Korpusem Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz zbrodniami komunistycznymi, ale może nieuczona jestem – pytam, aby pan Kijowski mógł mnie w szczegółach oświecić.
 
Kiedy ten pan starszy był w AK? – w którym oddziale?
I jakimi metodami zwalczał te bandy, na jakim terenie?
I jak ma się jedno do drugiego?
Proszę o informacje, panie Kijowski, bo szczątki mojego powinowatego już znaleźli po dziesiątkach lat – ale jeszcze nie wiem detalicznie, kto na niego latami polował, kto go sprzedał, a ciekawa jestem.
 
Które bandy zwalczał Pański dziadek, panie Kijowski?
 
***
Mamy do osądzenia nie tylko zbrodnie komunizmu – co wzbudza coraz silniejsze opory, gdyż już trzy pokolenia wiernych czytelników m. in. „Gazety Wyborczej”, „Newsweeka”, „Polityki” - pytają, dlaczego to, cholera jasna i kurdelebele, krew rozlana przez dziadków lub ojców, dawno zresztą oraz nieprawda, ma spaść na ich czoła – na czoła dziadków, synów oraz wnuków?!
Przecież każdy odpowiada sam za siebie, no nie?
 
Mamy też do osądzenia – zdrady współczesne.
Te wszystkie wicie-rozumicie ostatniej ery. Te wszystkie sprzedajności i zdradziectwa tych pań oraz panów, co nie skorzystali z krypto-amnestyjnej łaski, którą była „gruba kreska”.
 
Oni dostali szansę, proszę Państwa.
Nikt nie może słówkiem pisnąć: dostali swoją szansę.
 
Każdy z nich mógł stanąć, wyznać grzechy w „Gazecie Wyborczej”, oberwać zasłużone (albo i nie) lanie – i żyć dalej pomiędzy nami, już wolny od zakulisowych nacisków – od niebezpieczeństwa, iż w ogóle do nich dojdzie.
Już czysty i uczciwy, dla Polski.
Wolny – i wytwarzający wokół siebie atmosferę wolności oraz szacunku dla dawnych trudnych wyborów, nie zawsze słusznych, nie zawsze dobrych… No, cóż, ech…. życie…. i nędzna kondycja ludzka…, ech, wypijmy za naszą młodość, za błędy…
 
Każdy mógł przyznać się bez bicia, nie ściemniać, nie mataczyć jak Wałęsa  - i gdyby taka postawa, zwłaszcza dzięki jego dobremu przykładowi się upowszechniła, to TW „Bolek” byłby dla mnie wzorem obywatelskiej odpowiedzialności.
To ludzka rzecz, upaść raz na czas. Sztuka się podnieść. Sztuka posprzątać po sobie.
 
Wrzód nie rósłby przez lata – nie rósł, aż do rozpęknięcia, do wytrysku ropy.
No ale TW „Bolek” – oraz wszyscy inni – poszli w zaparte i sami na siebie, przez lata, ukręcili potężny bicz.
A może – sznur.
 
Miałeś Bolek złoty róg
Miałeś Bolek czapkę z piór…
 
Gdyby naprawdę bractwo zastosowało się do "grubej kreski" to nie byłoby problemu, od lat mielibyśmy pewne bóle za sobą, żylibyśmy w innym państwie.
 
Niestety, kolesie z poprzedniej epoki wcale nie przeszli do historii.
Odwrotnie.
Oni przejęli nowy system i go unowocześnili. Zamiast lewicy – zastosowali lewiznę. Przez 25 lat władzę sprawowano więc za sprawą fałszu i fałszywych autorytetów, szantażu teczkami, kwitami na wszystkich, haków i układzików. Teraz wychodzą na jaw ich poczynania i niektórzy ludzie wielce się dziwią, ale ludzie służb wcale.
 
Będzie się działo jeszcze więcej, i wcale nie przez pisiorów (to przypisek dla tych, co mają obsesję na tle pana Kaczyńskiego). To w końcu musiało się stać: wrzód urósł za wielki. Poza tym pewne pokolenie – moje pokolenie - zaczyna dogorywać.
I świetnie. I hurra.
Upiory przeszłości zostają spuszczone ze smyczy.
 
Trochę to jeszcze potrwa. Ale można skrócić ten proces.
Uważam że teraz – w okresie, gdy czekamy na znaleziska z szafy Kiszczaka – warto ogłosić prywatną amnestię.
 
Jedyna okazja i ostatnia pora: przyznać się, wyspowiadać, przeprosić. Przeprosić oraz naprawić krzywdy.
 
Takie są moje warunki.
Bez ekspiacji – nie będzie wybaczenia.
 
Ale jestem gotowa wybaczyć, zapomnieć, zamknąć rozdział.
Inaczej będę nalegać na zamknięcie każdej z osobna szufladki z szafy Kiszczaka - i wszystkich innych szaf, które niebawem zostaną przekopane.
I na powieszenie każdego, kto w tej szafie wisiał.
 
 
*
w tytule chciałam przypomnieć postać Adama Szaffa, naczelnego ideologa PZPR, a potem eurokomunizmu – piękna postać, zasłużona w okresie, w którym rodzina Szechterów zbudowała swoją pozycję; moim zdaniem coś wtedy przesiąkło.
 
 
PS. Pamiętacie Państwo ten dowcip o karpiach, milicjancie i kierunku przesyłania impulsów? Oto współczesna prezentacja.
 
Dwa dni temu powiesiłam taki rysunek:
 
 
Dzisiaj po południu zastosował się do wezwania pan Piotr Zatorski:
 
A wkrótce podchwycił pomysł „Sok z buraka”:
 
Ponieważ, jak widać, idee krążą w przyrodzie – pozwolicie, że rozpocznę kolejny obieg: