Polacy nie mają długów wdzięczności

Z ostatniej chwili: muzułmanie niszczą groby z okresu II wojny - polskich żołnierzy w Libii - czyli właśnie groby Karpackich Strzelców:
https://www.facebook.com/prawicowyinternet/videos/vb.147362498627607/100...
 
SAMODZIELNA BRYGADA
STRZELCÓW KARPACKICH (Syria, Homs)

Z uwagi na rocznicę 17 września oraz wydarzenia na granicy węgiersko-serbskiej - słów kilka o Samodzielnej Brygadzie Strzelców Karpackich.

O tej Samodzielnej Brygadzie wiem niewiele - i same głupie rzeczy np. że mieli wełniane skarpety do kolan.

Ale wiem, że byli chłopcy Kopańskiego, którzy się sprawili pod Tobrukiem (a właściwie to w środku). I wiem, że ich oddział został zawiązany w Homs (Syria).
https://pl.wikipedia.org/wiki/Hims

Popatrzcie na daty - jeszcze kampania wrześniowa nie zakończyła się formalną klęska, gdy powołano tę jednostkę:
A tutaj - hymn tej Brygady:

Od tygodnia brakowało czasu, żeby zaznaczyć że jedyny polski wątek – w tej całej grandzie z uchodźcami, jeżeli chodzi o II wojnę oraz Syrię, to właśnie Homs.

Chyba ktoś coś słyszał, myślę. Szkoda, że nie wie, iż trudno pokazać punkt na mapie II wojny światowej, bez polskiego śladu - często oznakowanego krwią.

I, jeżeli chodzi o Homs, to długów tam nie mamy, także moralnych. Za wszystko płaciliśmy na bieżąco, przyczyniając się do gospodarczego ożywienia okolicy.

Powtarzam: Polacy nikomu niczego nie zawdzięczają.
Nigdy niczego nie dostali - nie wzięli za darmo. A długi moralne traktowali jak honorowe. Spłacali, w pierwszym możliwym terminie.

Nas nie trzeba na chama wzywać o rewanż czy zwrot za doznane dobro. Sama sugestia, że bywamy niewdzięczni, jest wysoce obraźliwa.

Ktoś napisał, że nie mam racji i tralala, bo np. że w 1939 nasi uchodźcy korzystali z pomocy Węgier.... No tak, tak, naturalnie.

KREW DLA WĘGIER

Ale długów nie mamy, bo w 1956 r. - jak Polska długa i szeroka  - stały tłumne kolejki do akcji krwiodawstwa.

Ta akcja się nazywała "Krew dla Węgier"; organizatorem było PCK.

Gazety o niej nie napisały. Partia nie namawiała na zebraniach aktywistów. Reklama była poczta pantoflową, jak za okupacji. Nie było o tej akcji w socjalistycznych podręcznikach. Nie ma o niej w podręcznikach historii Europy.

Ale akcja była - i przyniosła niewiarygodne ilości krwi.
Wystarczyło nie tylko na całkowite zaopatrzenie zgłoszonych potrzeb Węgier, skatowanych radzieckim najazdem, lecz także dla polskich szpitali.

Usłyszałam o tym, niezależnie, od dwóch wspaniałych kobiet, moich sąsiadek, które brały udział w akcji jako młode lekarki - czy studentki medycyny.

Chronologicznie, opowiedziały o tym: śp. Anna Szcześ, lekarz medycyny (laryngolog), która w latach 70 oraz 80-tych pełniła dyżury Lekarza Kraju, a wieczorami wpadała oglądać moje wysypki i anginę w gardle.
Na Jej pogrzebie (około 1992 r.) było 6-7 tysięcy byłych pacjentów.
Więcej ludzi na pogrzebie osoby prywatnej widziałam tylko raz - gdy byłam małą dziewczynką, na pogrzebie Melchiora Wańkowicza.

Potem opowiedziała o tym śp. Barbara Makowska-Witkowska, lekarz medycyny (anestezjolog) z warszawskiego Pogotowia Ratunkowego, znana działaczka "Solidarności" (miała ok. 1,5 metra wzrostu, a była z tych nieugiętych), ofiara SB-eckiej prowokacji, przeprowadzonej dla uchronienia od odpowiedzialności milicjantów-zabójców Grzesia Przemyka:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Barbara_Makowska-Witkowska

Czy już tylko Węgrzy pamiętają, że w ich żyłach płynie nasza krew - bo Polacy chętnie sobie jej utoczyli, żeby ratować im życie? - gdy z kolei oni byli w potrzebie?

I czy ten, kto bredził o niespłaconych polskich długach, zna prawdziwą historię naszych relacji z tymi państwami i narodami, które wymienił, czy nie zna, lecz agituje, gdyż kazali?

Bo z Austrią i Niemcami, szanowny panie, też się nie zgadza. I naprawdę lepiej, żeby pan nie namawiał do "europejskiej solidarności", wyciągając "polską emigrację polityczną" via Wiedeń, Berlin itd. w latach 70 i 80-tych, bo poświęcę tematowi osobny materiał.
Zafunduję tej, pożal się Boże, "polskiej emigracji politycznej" pranie brudów - no i to będzie kompromitacja na całej linii, ostrzegam.

PS. Obraz Strzelców mimochodem maluje kanonier Franek Dolas ("Jak rozpętałem II wojnę światową"), który ewidentnie otarł się o szeregi tzw. Francuskiej Armii Lewantu, w skład której – z samego początku wchodziły "szczury Tobruku". https://pl.wikipedia.org/wiki/Franek_Dolas

Załączam kultową scenę z „Jak rozpętałem drugą wojnę światową”
https://www.youtube.com/watch?v=g4QngOeCWtM
… oraz współczesny żart:
https://www.facebook.com/Bezsensupl/photos/a.1578254519107725.1073741829...

I jeszcze piosnka "Pamiętaj wnuku, że twój dziadzio był w Tobruku":
https://www.youtube.com/watch?v=T34R5W4jz5A

PS. 2. Obie Samodzielne Brygady Strzelców (Karpackich i Podhalańskich) mam gorzej utrwalone niż armię Andersa.
I kićkają mi się, chociaż działały w totalnie innych rejonach globu.
Lecz, niestety, one się intensywnie przemieszczały, a do tego nie znalazłam książki, która zakochałaby mnie w tych bohaterach.

Ta historia do mnie - na razie - nie przemawia.
Nie poznałam też osobiście nikogo, kto był w szeregach Strzelców.

To problem. Bo inaczej jest z tą historią, której jakoś się dotknie. Wiem, gdyż było mi dane poznać kilku bohaterów narodowych. Nawet postaci wręcz kanoniczne - i to na gruncie prywatnym czy rodzinnym; szkoda że w dzieciństwie lub wczesnej młodości, gdy niewiele mogłam skorzystać z zaszczytu.

Dzisiaj chętnie się dowiaduję co zdziałali, gdyż pamiętam, jak trzymali plecy - jak odnosili się do dzieci oraz kobiet - jak wtranżalali kotlety, pili wódkę i omawiali diagnozy swoich lekarzy. Przeuroczy, obyci i szarmanccy, chociaż w większości z pochodzenia byli chłopami oderwanymi od pługa, tak samo jak ich kumpel czyli mój odojcowski Dziadek (w 1939 r. zawodowy podoficer - starszy działonowy 2 Pułku Artylerii Lekkiej Legionów z Kielc – walczył pod Kleebergiem, a potem dał nogę ze stalagu) .

Jednak ta przedwojenna armia miała styl.

Większość z tych weteranów, naturalnie, miała w swoim czasie komunistyczny wyrok śmierci. Tak, tak, tak.


Wpis dedykuję pamięci Stefana Brzomińskiego, który od początku do końca był w Karpatczykach, a poprzez małżeństwo został moim Stryjem. Z tym przykrym uzupełnieniem, że się niestety urodziłam dopiero po Jego przedwczesnej śmierci, gdyż na szlaku Brygady Kopańskiego zostało Jego zdrowie... (@ Katarzyna Brzominska​ )

Na zdjęciu: Adam Puzoń, dowódca 3 kompanii 5 batalionu 3 Dywizji Strzelców Karpackich w hełmie Mk.2 i z pistoletem maszynowym Thompson M1 (fot. ze zbiorów NAC)