Korespondencja z "Gazetą Wyborczą": w sprawie rzeczywistości trochę ocenzurowanej a trochę urojonej

"WYBORCZA" DO KONIECZNEJ

Napisał do mnie pan "Markowski z "Gazety Wyborczej":

Chcielibyśmy przedrukować Pani głośny tekst o imigrantach ("Mam rodzinę na Kos...") jako głos zbierający mniej czy bardziej uzasadnione lęki i wątpliwości dużej części społeczeństwa. Nie chodzi nam o wykpienie, wręcz przeciwnie, o pokazanie, że wielu Polaków, wcale nie rasistów, boi się zalewu uchodźców, ma na to dużo argumentów. Do tego dalibyśmy merytoryczną odpowiedź jednego z naszych autorów.
Żeby przedrukować tekst, musimy go skrócić i oczyścić z fragmentów typu Brystygierowa i zdań w rodzaju "pani nie zna historii". Nie dlatego, że wadzą ideologicznie. Po prostu chodzi nam o czysty, pozbawiony wycieczek, kto lewak, a kto prawak, dwugłos nt. uchodźców. Tak, żeby nikt z naszych czytelników nie mógł powiedzieć: o, proszę, argumenty polityczne i ideologiczne, to zaczadziałe prawactwo! Podobnie tekst naszego autora - też oczyszczę go z, jeśli będą, publicystycznych podszczypywanek.
Do tego zabieg czysto stylistyczny, czyli zamiana "pani", do której się Pani zwraca, na "wy" albo coś w tym guście - chodzi o to, żebyśmy mogli jednym zdaniem wprowadzić w debatę, bez piętrowego wyjaśniania co, kto, jak i gdzie.
Wiem, że zrzekła się Pani praw i udostępniła tekst na wolnej licencji, niemniej obyczaj nakazuje zapytać: czy zgadza się Pani?

pozdrawiam
Marek Markowski

 

KONIECZNA DO "WYBORCZEJ"

Posłałam taka odpowiedź:
Szanowny Panie,

wyrażam zgodę na przedrukowanie mojego wpisu w internetowej dyskusji o imigrantach w „Gazecie Wyborczej” tylko i wyłącznie w takiej postaci, w jakiej uzyskał miliony odsłon na całym świecie.

Najłatwiej go pobrać z mojego zdarzenia na FB o nazwie „Iwona L. Konieczna – bez cenzury” (jest przypięty na samej górze). Można go także pobrać tutaj: https://www.facebook.com/iwona.l.konieczna/posts/10204830813677875:1

Nie wyrażam zgody na żadną redakcję, na żadne „oczyszczania”, skróty, opuszczenia, uzupełnienia, zmiany cenzorskie i życzliwe poprawki, a nawet na zmiany interpunkcyjne i zazwyczaj uważane za niezbędne ulepszenia o charakterze korektorskim.

W szczególności zabraniam wprowadzania skrótów oraz zmian stylistycznych, które Pan zaproponował.

To drastyczna ingerencja w moją wypowiedź.
Po wprowadzeniu tych zmian - to już będzie Pański głos w tej dyskusji, a nie mój.

Nie ma żadnych "my" i "wy". Świat jest jeden, Europa, Polska także wspólne.

Sama zamiana na „my” i „wy” albo "oni" w miejsce użytej formy „pani” (małą literą, jakbym mówiła przy kawie, boć to był wpis w rozmowie przez sieć, a nie list otwarty) automatycznie pociąga rozległy fałszerski efekt tzn.

1. wypacza sens mojego komunikatu, który był koncyliacyjny, nacechowany szacunkiem do rozmówczyni, uprzejmy i grzeczny tj. wysoce nie konfrontacyjny;

2. przydaje mi atrybutów, których nie posiadam, gdyż reprezentuję tylko siebie samą – tj. realizuję wolność słowa, ale nie miałam i nie mam legitymacji ani woli do wypowiadania się w imieniu osób trzecich;

3. zbuduje nieprawdziwy obraz mojej osobowości, stylu bycia i obycia, odzierając moje wypowiedzi z godności oraz kultury – a także, niestety, imputuje że w ogóle mogłabym użyć kiedykolwiek oskarżycielskiej czy wojennej - nieprzyjaznej - formy „my” oraz „wy” – w kameralnej sytuacji, i to podczas rozmowy - jak wówczas założyłam - z nieznaną idealistką, najwyraźniej niedoświadczoną życiowo, gdyż stawia tezy, nacechowanie niewiedzą, nierozwagą i nierozsądkiem.

Taka zmiana przesuwa rzeczowy sens komunikatu.
Zadałam szereg pytań merytorycznych - czy wręcz logistycznych: jak zostaną wykonane rozmaite zadania, które wchodzą w skład operacji humanitarnej.

Taka zmiana ujmuje wagi moim stwierdzeniom czy opiniom, za to pojawia się sfera, której wtedy nie było, obecnie nie ma i, jeżeli to będzie zależało ode mnie, to też nie będzie: sfera konfliktu.

W tej sytuacji - żądam zamieszczenia także i wpisu tej Pani.
Tego konkretnego wpisu w Internecie, do którego się odniosłam – który zainicjował wydarzenia tzn. apelu organizatorów grupy „Tak dla uchodźców – nie dla ksenofobii” – i to w wersji, do której się odniosłam – która wisiała tamtego dnia i w tamtej godzinie.

Słowo drukowane ma inną poetykę niż głos jednej osoby, wyrwany z olbrzymiej i wielowątkowej dyskusji internetowej, która toczy się w czasie rzeczywistym.

Czytelnicy zdołają wyrobić sobie niezależny pogląd jedynie, gdy zapewni im Pan prezentację obu rozmówczyń: a także nasze argumenty.
(W nagłówku mojego wpisu zamieściłam nazwę tej grupy - dając każdemu szansę poznać argumenty drugiej strony - i proszę zachować ten układ sytuacyjny czy wręcz dramaturgiczny).

Nie jestem zainteresowana komentowaniem mojej oceny sytuacji przez komentatora „Gazety Wyborczej".

Mój wpis był prywatny – i dokonany na gorąco z prywatnego profilu na FB. Zasadniczo to sfera mojego życia prywatnego.

Poza tym nie rozumiem, co tu jest do komentowania.

Ten wpis daje dobitne świadectwo, że bardziej wierzę w ocenę sytuacji w regionie oraz trzeźwość rozwiązań premiera Binjamina Netanjahu niż w oceny pani premier Ewy Kopacz oraz ogniw decyzyjnych Unii Europejskiej:

http://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/izrael-nie-chce-imigrantow-na...
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title,Premier-Izraela-zapowiada-ze-nie-...

Dodam, że Izrael świadczy jednocześnie pomoc o charakterze humanitarnym np. przyjmuje dzieci-ofiary wojny do szpitali. Co jest w 100% zbieżne z moim poglądem, wyłożonym we wpisie, że Polska powinna świadczyć pomoc humanitarną na miejscu - a także pomagać rozwiązywać problem lokalnie.

Polecam panu także lekturę wypowiedzi pana Noaha Kliegera dla „Erec Israel”- warto Go posłuchać, to wybitna postać: relacjonował proces Eichmanna:
http://izrael.org.il/opinie/4682-to-poczatek-konca-europy.html
http://www.fronda.pl/a/noah-klieger-to-poczatek-konca-europy,56661.html

Uważam, że panowie Netanjahu oraz Klieger, jako bezdyskusyjni – autentyczni i najlepsi eksperci – udzielili właśnie gratis Europie oraz Polsce praktycznej wskazówki, jak obecnie postępować – i dlaczego.

Pozostaję z szacunkiem
Iwona Konieczna