JAK TO NAPRAWDĘ W IRANIE BYŁO

 

JAK TO NAPRAWDĘ W IRANIE BYŁO

Moi przyjaciele opracowują unikatowy materiał.
To będzie ważna książka - nikt Państwu potem żadnego kitu nie wetka o polskich zobowiązaniach wobec Bliskiego Wschodu oraz muzułmanów. Czarno na białym.

Jest to książka Polaka, który przeszedł przez Syberię, a potem - schorowany - dotarł do Iranu.
A tamże prowadził zapiski codzienne czyli pamiętnik, jakże to armii Andersa oraz jego zawszonym sierotom naprawdę w tem Iranie było.

Świadectwo jest niezmiernie ciekawe, gdyż pan należał do elity umysłowej, a nie prostaczego ludu z kresowych wsi, który dominował w polskiej ekipie.
 
Miał przydział do Towarzystwa Studiów Irańskich w Teheranie, gdyż z wykształcenia był orientalistą - i to iranistą.

Nie nadawał się do noszenia broni, ale za to czytał (i cytował) lokalne gazety (wciąż są do odszukania - no ale trzeba znać perski), rozmawiał z miejscowymi, także notablami - i widział, jak nas w Iranie nie lubią.

A niby za co mieli lubić? - przecież byliśmy tam przedstawicielami brytyjskich okupantów, pardon. A do tego przedstawicielami zgniłego Zachodu czyli nienormalnej kultury, która pozwala dziewczynkom odsłaniać kolana i chodzić z włosami na wierzchu - tylko w beretach.

W latach 70-tych ten pan napisał w oparciu o swój wojenny pamiętnik - obszerniejsze wspomnienia.
Wtedy nie udało się ich wydać, ponieważ nazwisko "Anders" było na indeksie, a w tej książce nie dało rady ominąć Pana Generała....

A i dzisiaj te zapiski mogą być miejscami zagrożone cenzurą.
 
W ramach ujawniania prawdy, całej prawdy i tylko prawdy historycznej - pozwolę sobie ujawnić jedną z Jego opowieści o mało szlachetnych wypadkach - o ciemnej stronie polskiego księżyca w Iranie.

Jak dla mnie, z tych passusów wynika, że człowiek musi odreagować ból i nieszczęście. Że seks i pijaństwo to rewers wojny, okupacji, niewoli i NKWD.

Ale... naturalnie, jeżeli chcecie Państwo okazywać brak miłosierdzia swoim znękanym rodakom oraz przodkom - oraz masochistycznie się biczować, absolutyzować (bo Polacy to tak zawsze!),  to proszę uprzejmie - macie świetną okazję, żeby się popisać niewiedzą o historii oraz psychologii.

Oto fragment książki na temat zawszonych sierot Andersa - passus o tym, że momentami były jeszcze zarzygane:

W moim pamiętniku pod datą 26 czerwca 1943 r. zapisałem kilka uwag na ten temat, cytuję: „smutną osobliwością naszego wygnania, są liczne obławy na polskie kobiety, uciekające z obozów bez przepustek i pozostające w mieście nocą po godzinach dozwolonych. Policja wojskowa polska i angielska (tzw. popularnie „empiki” od MP czyli Military Police) wyławia takie kobiety, poszukujące przygód w gorącym klimacie Iranu podczas ciemnych nocy, wsadza bezceremonialnie do policyjnego auta i odstawia do właściwego obozu, gdzie amatorki niedozwolonych uciech idą pod klucz na czas jakiś. Traktowanie tych kobiet przez policję angielską jest szczególnie brutalne. Aresztantkom golą z zasady włosy. Jednego wieczoru zaaresztowano podobno aż 19 kobiet. Dużo z nich mieszka w mieście bez zezwolenia władz cywilnych i wojskowych”.
Przymusowa dłuższa bezczynność i stosunkowo dobre warunki materialne, sprowadzały słabsze pod względem charakteru jednostki na drogę ekscesów natury moralno – obyczajowej. Szerzyła się skłonność do nadużywania napojów alkoholowych, co w gorącym klimacie Iranu pogarszało jeszcze i tak zły stan zdrowia polskich przybyszów w te strony. Przy każdej niemal sposobności wypijano dużo wódki nie bacząc na ostrzeżenia lekarzy. Byłem tego niejednokrotnie świadkiem. Trzeba się wtedy było wstydzić przed Irańczykami, z których nikogo nie widziało się pijanym przez cały czas naszego pobytu.

Uwaga:
To co ten pan napisał o tym "przebywaniu bez zezwolenia poza obozem" dotyczyło też tego, że dziewczyny szły na służbę do różnych domów.

Aby zarabiać jako służące na swoje utrzymanie. Tak jak zawszone sieroty, które produkowały dywany (polskie dzieci pracowały w Iranie na swoje utrzymanie - chleb im sam nie spadał, muzułmanie zasiłków nie dawali).

W tej książce jest kawałek pamiętnika jednej takiej dziewczyny... No nie było jej tam lekko.

Brytyjczycy wrzucali do jednego worka te panienki, które się puszczały - oraz te, które harowały przy zmywaniu islamskich garów.
Obie kategorie nie miały pozwolenia na swobodne wędrówki po Teheranie czy Isfahanie. Obu golono głowy.

Zatem: dejcie pozor! Trzeba znać proporcje!

***
PS. Kiedy czytam powiastki o demoralizacji - zawsze staram się zobaczyć, co było przedtem. Jak do tego doszło.
Bo człowiek  to istota, w której jest tyleż dobroci, ile zła oraz rozpaczy. Wymaga podpórek, aby zachować pion. Gdy te podpórki straci, opada... nawet do ścieku.

Kiedy czytam o tym, jak panienki chlały (ciekawe, skąd miały alkohol - pędziły bimber, czy jak? - tego jeszcze nie doczytałam) oraz łajdaczyły się w Iranie - widzę... poprzednie lata.
 
Widzę zabójcze przesłuchania, do których wytypowali Polaków członkowie np. Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy - współpracującej z Sowietami od lat 20-tych.

Widzę deportacje całych wsi w bydlęcym wagonie w styczniu 1940. W ruskim, sążnistym mrozie, bez wody i jedzenia - w warunkach identycznych, w jakich jechało się do Oświęcimia.

Widzę kazachstański step i syberyjskie gułagi.
Piach i tundrę. Szmaty zamiast ubrań, deski albo gołą ziemię zamiast łóżek. Brak miski wody do umycia przez całe miesiące. Prawo silniejszego.
Obrazy z siódmego kręgu piekła.

Widzę dzieci umierające z głodu w objęciach kobiet.
Albo samotnie, bo matki umarły pierwsze.

Widzę nieludzką ziemię.
Zdziczenie.

Widzę, kto zniszczył tym nieszczęsnym poczucie bezpieczeństwa, wygonił z domu, rozbił rodziny, odebrał znany świat, miejsce w społeczeństwie, środki do utrzymania oraz perspektywy, zdefasonował wszystkie zasady prawne i moralne, wprowadził prawa dżungli - wygnał na tułaczkę.

W tej sytuacji nie chce mi się kamieniować tych kobitek.
Czort wie, co sama byłabym zrobiła - w stanie nieznośnego zawieszenia, po przejściu koszmarnej udręki, zdolnej zachwiać wiarą i nadzieją na hepi-end.

PS.2 Jeszcze jedno. Dzisiaj, jak która chce to może być towarem do 80-ki. Ale wtedy się przyjmowało, że kobieta ma tylko kilka pięknych lat.

No i trwała wojna, a bezcenne życie przepływało kobietom przez palce.... To znaczy, nie przepływało, bo dookoła było za wielu chętnych i przystojnych facetów. Także tych egzotycznych, co zaznaczam w ramach walki z gawędami o rzekomej polskiej ksenofobii oraz rasizmie (od początku twierdze, że u nas tego NIE BYŁO I NIE MA:-)). Zatem w obozach żeńskich służb pomocniczych w Iranie całkiem sporo się działo.

Tak samo jak w żeńskich służbach pomocniczych Armii Kościuszkowskiej, które miały opinię ehem... wędrownego partyjnego burdelu. Mniam, mniam.