Blog na temat fałszerstw historycznych

 

Miło Państwa powitać.   

Jestem w trakcie pisania, razem z Pawłem Tomczykiem, pewnej książki: mocno przekrojowej. Prowadzimy własne badania np. w archiwach. I wciąż wpadają nam do rąk materiały, które wykraczają poza zakres naszej pracy; nieraz - wstrząsające. Na pewno prawdziwe - a zarazem całkiem niezgodne z obecnie lansowaną wersją przeszłych wydarzeń.
 
Nie znamy historii Polski. I z pewnością, od kilkudziesięciu lat, jest nieustannie fałszowana. Przez kilka ośrodków, które reprezentowały czy reprezentują różny interes obcy; nieodmiennie sprzeczny z polską racją stanu.
 
Przed wojną też miało to miejsce, choć w innym wymiarze (i fałszowaliśmy historię sami). Sytuacja była poniekąd zwyczajna, ponieważ fryzowanie historii, uklepywanie i garnirowanie to proceder powszechny. Zawsze i pod każdym słońcem miały/mają/będą mieć miejsce takie zabiegi, ponieważ mity są potrzebne zarówno do istnienia państwa, jak i do konsolidacji oraz rozwoju społeczeństw.
Ponadto za dużo prawdy uchodzi za szkodliwe czy niezdrowe, oto pojęcie każdej władzy. A także wielu narodów (zwłaszcza że wszystkie mają coś za kołnierzem).

Unikatowość obecnej sytuacji Polski polega na tym, że jej historię XX wieku napisali najeźdźcy - a dzieci najeźdźców mistyfikują nie tylko współczesność lecz i przeszłość. Jest to połączone z brakiem polityki historycznej (na arenie wewnętrznej i międzynarodowej) oraz zanikiem nauczania historii w ogóle.

Obywatele nie rozumieją logiki dziejów. Bo jej nie ma.

Nasze dzieci otrzymują teraz znacznie mniej informacji o przeszłości Kraju - oraz sensie, kontekście, powodach i in. podejmowanych niegdyś decyzji - niż to miało miejsce na tajnych kompletach za okupacji niemieckiej.

Nasze dzieci nie otrzymują tego, co otrzymaliśmy my, w okresie schyłkowego (oficjalnego) komunizmu. Nie tylko w domu lecz i w szkole, ba! z telewizora.

Nie mają wizji państwa. Żadnej. Myśl państwowa czy państwowotwórcza przez ostatnie lata nie bełtała nawet na dnie ustaw, uroczystości państwowych, świąt narodowych oraz akcji, które konsolidują rodaków.ą

Nie otrzymują żadnych wzorców solidarności oraz odpowiedzialności. W żadnym wymiarze: społecznym, narodowym, międzyludzkim.

Można by tak jeszcze długo, ale chyba wiadomo o czym mówię. A i jedyne lekarstwo jest znane.
Kończę narzekać, biorę się za pracę organiczną :-)

PS. Z wykształcenia jestem dziennikarzem. Byłam reporterką, potem redaktorem. Nie pracuję w zawodzie od 2000 r. Potem robiłam różne rzeczy, z różnym skutkiem.