(7) Komunikat dla zdrajców...: KREWNY TERRORYSTY KONTRA KREWNA POLICJANTA

http://konieczna.eu/7-komunikat-dla-zdrajcow-krewny-terrorysty-kontra-kr...

 

LIST OTWARTY DO RESORTOWEGO DZIECKA, PANI ANNY KAROLINY KŁYS (odc. 7)

KREWNY TERRORYSTY KONTRA KREWNA POLICJANTA
 
Jak rozumiem, to wyznanie miłości do spalonych milionów ludzi w „Odezwie…” – złożyła Pani w ramach reklamy Pani książki „Tajemnica pana Cukra”. Ciekawe, czy się dobrze sprzeda.
 
Ta książka jest zapowiadana jako reportaż z Izraela, a „ Odezwa….” streszcza jej tezy.
Ale to mitologia o przedwojennej Polsce; oszczercza dla Polski i Polaków.

 

Pani wykorzystała antypolonizm swego bohatera, pana Hersza Cukra, żeby zastosować popioły z narodu żydowskiego tak, jakby to był prosty nawóz pod ten paszkwil na mój kraj i naród.

Pani „reportaż” to mistyfikacja historyczna, która krzewi „odpowiedni” wizerunek Żyda – i anachronizmy polityczne, gdyż historia przyznała 100% racji Polsce i Polakom – a nawet endekom.

 
Nie pozwolę Pani zakłamać Holocaustu. Bo jeżeli uda się Pani przedstawić Żydów z Przytyka jako bezbronne baranki, zamiast namalować ich prawdziwy portret, to potem nikt nie zapyta, dlaczego nie dali tak samo popalić Niemcom w 1939 r. a także gdy ich wywożono do Getta Radom – i  w Getcie.
 
Znam wydarzenia, do których Pani nawiązała – pisząc te rzekomo endeckie wypominki – cytuję: „Albo Stanisław  Zasada, Franciszka Sobolowa, Józef Szymański – ranni w Przytyku w marcu 36 roku, i oczywiście znowu trupy -Stanisław Wieśniak z rozerwaną przez kulę tętnicą w klatce piersiowej i Chaja Minikowska z mężem Joskiem – ich czaszki służyły narodowcom do ćwiczeń z walenia kamieniami, siekierami i podkutymi butami. A Izrael Cylich? Chłopak z Mińska Mazowieckiego? Miał pecha, trafił na endeków uzbrojonych w żelazne łomy, noże i pałki. I miesiąc później – Jan Bujak- wachmistrz 7.Pułku Ułanów Lubelskich. Te żydowskie i chrześcijańskie trupy – to wasze dziedzictwo! Odwagi!”
 
Ale bezczelna hucpa. Już na tym etapie przypomniał mi się radziecki dowcip:
- Kochanie Radio Erewań, czy to prawda, że w Moskwie, na Placu Czerwonym, rozdają samochody?
- Owszem – prawda. Ale nie w Moskwie, a w Leningradzie. Nie na Placu Czerwonym lecz Newskim Prospekcie. Nie samochody, a rowery. I nie rozdają, tylko kradną.
 
Bingo! Gratulacje! To się Pani spodoba – Pani kocha melodramaty.
Porwała się Pani na fałszerstwo historii akurat tych środowisk i skrawka ziemi, skąd pochodzę.
 
Wiem jak naprawdę przebiegały zajścia np. w Przytyku, gdyż brat mojego Dziadka był tam dzielnicowym w latach 20-tych (znał żargon, a w Przytyku  mieszkało 90% Żydów).
W 1930 r. przeszedł na rentę z powodu utraty 50% zdrowia podczas służby, ale podtrzymywał znajomości w policji i z mieszkańcami miasteczka.
Podczas śledztwa w tej sprawie przesłuchiwano kilka tysięcy osób, nieraz wzywano tłumaczy.

Może pomagał przesłuchiwać krewnego pana Hersza Cukra, Pani bohatera? - bo jednym z wielu oskarżonych o pogromy na Polakach w Przytyku był Moshe Cukier. To był lokalny działacz syjonistyczny, który odpowiadał za łączność ze związkami zawodowymi (ostro wtedy komunizowały) i obiema partiami Poalej Syjon.

Udało mu się wywinąć. I panu Josełe Zajde, który także w tym bagnie siedział po uszy – głębiej (?), bo ślad jego brudnych paluszków można spotkać również w tej aferze, która doprowadziła do tzw. masakry w Odrzywole czyli pacyfikacji endeków przez policję karabinami maszynowymi. W obronie biednych Żydów z Odrzywołu.
Doszło do tego przez ścianę i za niedługi czas; Pani wymieniła również nazwiska ludzi, którzy tam zginęli, w następnym passusie. Ale… nie będę teraz rozszerzać frontu.
 
Tak, nie wszystko, co ustalono poszło do sądu, nie wszystko w sądzie dało radę udowodnić, niemniej takie dodatkowe informacje pozwalają sobie wyobrazić temat. Teraz tylko to, co przeszło w sądzie (zdaje sie, akta też się zachowały).
 
Pani ma pamiętniki – cudzych – pradziadków i prababek. Pewnie chodzi o te morskie opowieści, które publikuje Instytut Yad Vashem; powieliła Pani stamtąd charakterystyczne błędy faktograficzne.
A ja mam pamiętniki własnej rodziny.
Była rzeczowa i poukładana jak trotuar z kostki Bauma – oraz lepiej wykształcona od Pani cudzych prababek. Do tego to byli państwowcy tzn. oceniali sprawy przez pryzmat stanu i jakości państwa.
 
Pani opowiadano bajeczkę  „O złym endeku oraz Polaku-antysemicie”.
Mnie nikt nie indoktrynował od pieluch. Mnie uczono myśleć samodzielnie, jako przyszłego obywatela; mnie mówiono że komunizm nie jest wieczny – i że kiedyś znów będzie wolny kraj. Nie tylko Zydzi - ci prawdziwi Żydzi, którzy wypruwaja z siebie flaki dla Izraela przeniesli swój obyczaj, swoją miłość i tęsknotę za Ojczyzną, i swój zdrowy rozum ponad pokoleniami, ponad czasem i przestrzenią: my-Polacy tez.
 

Stąd wiem, że zajściom w Przytyku przyglądała się Liga Narodów. Polska wysłała jej sprawozdanie, pół świata to opisywało. Na miejscu było dwóch brytyjskich korespondentów.

Łatwo teraz zweryfikować temat każdemu, kto sobie życzy sprawdzić, która z nas wie lepiej, jak było.

 

Faktów w Przytyku, z 9 marca 1936 r. – i późniejszych, na skalę całej Polski - Pani nie zmieni: to Żydzi zaczęli zabijać – mordować Polaków.

 
Zabili Polaka strzałem w głowę spod dachu (Chaim Chaskielewicz, 17-letni uczeń rabinacki).
Strzelali uciekającym Polakom w plecy, w uciekajacy tłum (m. in. Icek Frydman, Izaak Kurzenblad, Josełe Hajka).
 
Rzucali kamieniami, używali łomów i kastetów wobec Polaków, którzy wracali do domu, i polskich sąsiadów z miasteczka – to było niemniej niż 15 pogromów naraz, w całym miasteczku – (tuz po rozruchach na rynku), a zostały zaplanowane, to nie był poryw chwili (Jankiel Zajda, Moszek Herszt, Lejbuś Łęga).
 
Sygnałem do ataku każdego oddziału, który najpierw kołem osaczał ofiarę, był…. gwizd na gwizdku dowódcy żydowskiego oddziału „zelbstszucu”.
Zorganizował tę akcję niejaki Icek Frydman, były kapral piechoty Wojska Polskiego.
 
Pani sama podała nazwiska ofiar takich pogromów Żydów na Polakach, twierdząc że to ofiary endeków: „Stanisław Zasada, Franciszka Sobolowa, Józef Szymański – ranni w Przytyku w marcu 36 roku”.
 
Każdy z tych ludzi oberwał od Żyda - czy Pani naprawdę wszedzie widzi endeków? To trzeba leczyć.
 
Mogę o każdym podać pikantne szczegóły np. gospodyni Franciszka Sobolowa.
Była kamienowana. Na jej głowę i plecy sypały się kamienie z okien podczas panicznej ucieczki uliczką, wiodącą poza miasteczko.
Dostała cegłą w twarz od nieznanej Żydówki dosłownie na ostatniej linii domów nad rzeką.
Wszyscy myśleli, że jej tylko oko na tydzień podbiła, ale Sobolowa pół roku później zapadła na epilepsję.
Ostatecznie została zamordowana przez Niemców w Kobierzynie podczas likwidacji pacjentów szpitali psychiatrycznych.
 

Ale nikt nie bronił granic Przytyka w 1939 r.

Tak, tak, Żydzi się okropnie bali Polaków, tak się ich bali, że nie do pojęcia.
Endecy ich zabijali, setkami, tysiącami, nie darowali Żydowi, zbrodniarze jedne, tylko się ich bać.
A trudno uwierzyć w te kocopoły. Ostatecznie Żydzi mieli przewagę, nie tylko w Przytyku, lecz w całej Polsce. Taka przewagę, która dają pieniądze, żelazna organizacja oraz inne zasady walki czy gry – czyli, patrząc z naszej: brak zasad, zwłaszcza rycerskich. Tych fair play.
 

To Żydzi w sądzie oparli obronę na tezie, że zamordowanie lub skatowanie pierwszego z brzegu Polaka, na taki właśnie gwizdek – stanowi ich sposób na… samoobronę społeczną (przed endekami).

 
To Żydzi zaczęli zabijać Polaków „za stragan”.
W obronie swojego handlowego monopolu.
Zamiast się dobrowolnie ścieśnić na targu, żeby zrobić Polakom trochę miejsca w ich własnym kraju.
 
Polskie elity (nauczyciel Włosek, chyba Jan) usiłowały uspokoić Polaków, prostych chłopów.
A elity żydowskie, starzy szanowani Żydzi z długimi siwymi brodami, biegali po Przytyku z pałami i łomami, przytrzymując jarmułki, atakowali kamieniami samotne kobiety i facetów z dziećmi – oraz zachęcali żydowską młodzież „do walki”. Pani to teraz nazywa „wojną”. 
 
Może to i nawet wojna, ale w stylu hitlerowsko-radzieckim.
Albo bliskowschodnim.
 
Chłopi z okolicy poszli za wezwaniem endeków, żeby zakładać własne stragany, bo żyli w nędzy.
Z jednej morgi – po roku harówki całą rodziną, po potrąceniu kosztów niezbędnego utrzymania gospodarstwa – wyciągali 33 grosze polskie. (dane Izby Skarbowej w Kielcach z 1936 r.)
 
Endecy doszli do wniosku, że marże handlowe Żydów są współodpowiedzialne za niesprawiedliwy rozdział dochodu społecznego, a żydowski monopol na handel (80-100% w zależności od branży) pogłębia kryzys gospodarczy lat 30-tych. I uniemożliwia uruchomienie inicjatywy Polaków, potrzebnej na wielu polach, gdyż byli jedyną nacją II RP, jaka poczuwała się do realnej odpowiedzialności za państwo, otoczone przez nieprzyjaciół – tak samo jak dziś Izrael.
 
Był to wniosek słuszny, bo po tych bolesnych zajściach cena bochna chleba u żydowskiego piekarza w Przytyku od razu spadła o 25% i jakoś mu się opłacało prowadzić nadal biznes.
 

W Przytyku Żydzi, zamiast zgłębiać zasadę solidarności społecznej, która leży u podstaw każdego demokratycznego oraz chrześcijańskiego państwa - zastosowali kryteria odpowiedzialności zbiorowej.

Jak dla mnie to terroryzm. I jak dla mnie, to Żydzi zaczęli eskalować. I to na całego, co dało się zauważyć niepokojem w całej Polsce – zwłaszcza wschodniej, gdzie mieszkało sporo ukraińskiej i białoruskiej ludności – i takiej jak z „Konopielki”, która określała siebie jako „tutejszych” .
 
Żydzi odebrali życie, z zasadzki, dość przypadkowemu Polakowi, za ten swój straganik.
Za to, że był Polakiem, a oni uważali Polaków za bydło oraz śmiecie.
 
Za te ceny, kształtowane po uważaniu w okresie, gdy globalny kryzys ekonomiczny sięgnął dna, a ludzie na Kresach nie mieli za co kupić soli (dzisiaj się wydaje, że to takie sobie powiedzenie. Nie, oni nie mieli pieniędzy nawet na sól). Gdy dzieci bezrobotnych z Zawiercia setkami puchły z głodu jak potem w obozach koncentracyjnych - i zrobiono zbiórkę na ich dożywianie, żeby nie pomarły.
 
 
Tak, rok później (ale to było rok później i dużo krwi później) młodzi wykształceni Polacy zaczęli strzelać, chociaż w pochodzie 1-majowym szły także dzieci. I zabili dziecko.
To byli tacy sami radykałowie i łobuzy, oślepłe z nienawiści..
 
Ale u nas ich było dwóch radykałów (a może 200), w wieku ok. 20 lat, na całą Polskę, a w samym Przytyku - kilkuset nacjonalistów żydowskich, pod wodzą świątobliwych starców.
 
W jednym prowincjonalnym miasteczku, które ponadto komunizowało na potęgę.
A takich miasteczek były tysiące.
 
cdn
 
 
Ilustracja pochodzi z "Kuriera Bydgoskiego" (8 V 1937). To juz etap Sądu Najwyższego