(10) Komunikat dla zdrajców...: Żady to różne żydokomuny i nie wiadomo co, zwykle wrzucane do jednego worka z Żydami, ku ich i naszej krzywdzie

 

List otwarty do resortowego dziecka, pani Anny Karoliny Kłys (10)

Żady to różne żydokomuny i różne takie, zwykle wrzucane do jednego worka z Żydami, ku ich i naszej krzywdzie. To nazwa pojemna, nieobraźliwa dla Żydów, nieobraźliwa dla tej nieokreślonej grupy - proponuję nowe słowo - nową nazwę:

https://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%BBady

 

Najpierw ilustracje do tematu. Zobaczmy, co działo sie na świecie, poza naszym miasteczkiem. Z gazety, która wychodziła niedaleko od Przytyka.

2 sierpnia 1936 r. Gazeta Wągrowiecka opisuje przemiany w Wolnym Mieście Gdańsku (w zblizonym czasie Liga Narodów się wycofała i de facto władze w Gdańsku przejęli Niemcy; nie mówmy jak to wyglądało na papierze, bo jeszcze przez jakiś czas Polak był tam komisarzem ale nic nie miał do powiedzenia: są doniesienia, ze pod jego drzwiami cały czas stoi dwóch gestapowców i spisuje dane wchodzących ludzi - serio, już w 1936 r.).

Jak wiadomo, niemiecki Gdańsk to było od samej Niepodległości zamówienie niemieckich Żydów.

To Kongres Syjonistyczny sprzeciwił sie przydzieleniu Gdańska Polsce, więc powstało Wolne Miasto pod protektoratem Ligi Narodów, która słabła, słabła, aż się wycofała z Gdańska: właśnie tu i teraz. Pozostawiając sprawę do rozstrzygnięcia między Polakami i Niemcami.

Podczas międzywojnia niemieccy Żydzi nie popierali Polski w żadnej sprawie - rzucali kłody pod nogi.

W 1936 r. można więc, mówiąc o przejęciu Gdańska, powiedzieć o tryumfie politycznym grupy właścicieli większości naszego ówczesnego majątku narodowego.

Los zrządził, ze należeli do jednej grupy etnicznej tzn. że byli to Niemcy na żydowskich korzeniach.

Za niecałe dwa lata Hitler zażąda tzw. "korytarza". Ale to się rozstrzyga właśnie tu i teraz...

 

Tego samego 2 sierpnia 1936 r. Gazeta Wągrowiecka podaje całkiem sprawny opis stosunków w Sowietach.

Warto wspomnieć o tym, że od 1933 r. Niemcy pobierali nauki u Sowietów, jak sie prowadzi obóz koncentracyjny. Ciekawe, jak im sie odwdzięczyli za know-how. Są poszlaki, że brali nauki także w starszych źródłach, via USA.

https://www.facebook.com/szeremietiew/posts/954166174637561

http://ulatowski.neon24.pl/post/118483,kto-wymyslil-obozy-koncentracyjne

 
 
 
 

Ten wycinek jest z 29 VIII 1936 (Gazeta Wągrowiecka).

Opowiada o przygotowaniach społeczeństwa polskiego do nadchodzącej wojny. Na głębokiej prowincji.

Ta część mniejszości żydowskiej, o której rozmawiamy, nie uczestniczyła w zbiórce na FON. Polacy to widzieli i bardzo źle komentowali.

Do późnej wiosny-lata 1939 r. (polska młodzież kopała już rowy przeciwlotnicze po całej Warszawie) -  kwestie obronne w ogóle tej 3-milionowej ortodoksyjnej grupy nie absorbowały.

Łatwo to ustalić, bo publikowano listy darczyńców indywidualnych oraz organizacji, które wsparły FON.

 

 

 

A teraz moze sie Pani zastanowi: do czego Polakom było na gwałt potrzebne własne kupiectwo? - własna klasa ludzi, którzy posiadają stragan na jarmarku czyli coś więcej niż koszulę na grzbiecie?

Dla ułatwienia - wycinek z  2 IX 1936  Gazety Wągrowieckiej, czyli prowincjonalnego pisemka z ziemi Kielecko-Radomszczańskiej (powiat Przysucha).

Informuję, co się działo na świecie w okresie o którym rozmawiamy, bo wiem że gazety żargonowe z tamtego okresu - nie zaprzątały sobie głowy sprawami międzynarodowymi: nie informowały żydowskich Czytelników, jak jest.

Podawały tylko wiadomosci o niektórych krzywdach Żydów w Niemczech.

Ale w 1936 r. Żydzi w Niemczech trafiali już seryjnie do kacetów. To już nie były prześladowania, zakazy wykonywania zawodu, noszenie Gwiazdy Dawida, ale kolejny etap: eksterminacja.

O tym nie pisywano. Pisywano za to, że wszyscy Polacy to endecy.

 

Czy uważa Pani, że da radę obronić tezę, iż endekom chodziło o sianie rasowej nienawiści?

Bo mnie się wydaje, że całokształt ich akcji (m. in. tworzenie bezprocentowych kas pozyczkowych polskich, lekcje przedsiebiorczości, kursy spóldzielcze, akcja prasowa na rzecz pobudzania przedsiębiorczości, kursy, dobre rady - oraz właśnie bojkot antyżydowski czyli walka z monopolami) dążył do zmiany rozdziału dochodu narodowego. Także po to, żebyśmy byli zdolni do obrony kraju. Pani zna tylko fragment ich programu - i w ogóle Pani nie zna programu sanacji.

 

 
 
Pani napisała tak: „Czy jest coś gorszego niż ośmieszanie Polski i Polaków?! Czy może być coś bardziej antypolskiego, niż wykrzywianie, przekłamywanie własnej historii?!
I to w sytuacji, kiedy potomkowie emigrantów z lat 20. i 30., znający powody porzucenia Polski z przekazów i legend rodzinnych, dowiadują się teraz, że wszystko o czym słyszeli lub czytali w pamiętnikach prababek i pradziadków to kłamstwa???”
 
Jak niedawno wyjaśniła mojemu narodowi córka pary ubeków, była Pierwsza Dama Pani Anna Komorowska, ludźmi, którzy emigrują, głównie powoduje ciekawość poznawcza. Dlaczego Pani uważa, ze kiedys ludzie byli mniej ciekawi swiata? -prosze to skonsultować z Pania Prezydentową Komorowską, Ona jest ekspertem od emigracji z Polski. Na pewno to wszystko Pani wyjasn, jak wyjasniła nam czyli wyborcom swojego Męża.
 
Proszę mi podesłać pamiętniki konkretnych osób, to się odniosę.
Obecnie to niejasna insynuacja, nastawiona na wzrost napięć narodowościowych i w Pani rodzinie.
 
Bardzo różne były drogi do Palestyny.
Niektórzy już wtedy tam uciekali przed wyrokiem polskiego sądu albo ciekawością organów ścigania.
 

Na przykład uciekł tam – rezygnując z udziału w sprawie rewizyjnej w Sądzie Okręgowym w Radomiu – skazany w I instancji za strzelanie w Przytyku z broni palnej marki Browning, prosto w plecy uciekających Polaków – pan Izaak Kurzenblad, bezrobotny, członek grupy samoobrony.

 
Dzisiaj to by zostało zakwalifikowane jako terroryzm.
 

Ta sztuka broni palnej miała wartość 500-700 zł na czarnym rynku.

Została zakupiona 7 tygodni wcześniej, jak cały transport broni użytej przez Żydów do pogromu na Polakach w Przytyku (o łącznej wartości, nie mniej niż 4-5 tysięcy przedwojennych polskich złotych). Z Radomia ja przywiózł do miasteczka niejaki Srul Cymbalista, razem z komunistyczną bibułą.

Bochen chleba, prawie na cały tydzień dla 4-osobowej rodziny (czyli taki 5-kilogramowy) przed zajściami w Przytyku kosztował u żydowskiego piekarza 50 gr. Po zajściach spadł na groszy 40.

 

W zbliżonym czasie wyjechał do Palestyny, też na polskim paszporcie, pan Josełe Zajde.

Bardzo rzutka osoba, naraz oskarżona o udział w pogromach na Polakach w Przytyku oraz świadek w sprawie zajść w Ossie i Odrzywole (zaraz do tego dojdziemy).

Nie wiem, czy, kiedy i jak wyjechał pan Moshe Cukier z Przytyka, handlarz skórą i odpadkami garbarskimi - któremu ustawa o zakazie uboju rytualnego dramatycznie ograniczyła interes oraz zyski, bardzo lubiany w okolicy działacz syjonistyczny, który w dzieciństwie chodził do polskiej szkoły, co stanowiło rzadkość.

 
W pierwszej instancji na pewno został uniewinniony.
Nie udało się dowieść w sądzie, że… Nie chcę rzucać pomówień, zwłaszcza na nieżyjących, którzy nie mogą się sami obronić. Ci Pani starcy coś wspominali po 50 latach, a ja mam raptem tylko 50 lat i już mi się merda, a notatki mam w innym domu. Kto to więc ganiał za Polakami z łomem po rynku w Przytyku obok siwobrodych starców z tzw. Stowarzyszenia Abrahama? On czy nie on?  
 

Ale to są incydenty - przypadki kryminalne, a nie te prawdziwe masy Żydów, które wyjeżdżały z Polski.

I nie wolno osądzać żadnego narodu przez pryzmat jego marginesu społecznego.

 

Ja nie jestem jasnowidzem.
Nie wiem, jakimi legendami ci konkretni państwo nabili głowę Pani i swoim prawnukom.

Wiem, co zeznawały tysiące Żydów urzędnikom ds. emigracji urzędnikom ds. imigracji, i jakie pisemne oświadczenia składały, gdy pobierały tzw. „emigracyjne wiano” czyli pieniądze za rezygnację z polskiego obywatelstwa; bez prawa do powrotu oraz roszczeń dla siebie i potomków.

 

Proszę zaprzestać szerzenia nieprawdy o krzywdzie tych repatriantów z lat 20-30-tych, bo w końcu pozwie Panią jakaś organizacja, wyspecjalizowana w obronie przed mitomanią oraz szkalowaniem.

 

Są międzynarodowe dokumenty, opracowania, sprawozdania w archiwach wielu rządów, na czele z archiwum Wielkiej Brytanii, gdzie niedawno upłynęły terminy nawet dla tajnych materiałów.

 

Już nie mówiąc o gazetach, ponieważ:

a/ decyzje w sprawie repatriacji Żydów podejmowano poza Polską (jak teraz decyzje w sprawie muzułmanów w UE).

Robiła to Liga Narodów + Wielka Brytania + Swiatowy Kongres Syjonistyczny; Polska mogła tylko co pół roku złożyć wniosek z kwotą kontyngentu i robił to osobiście polski minister spraw zagranicznych, nieraz jadąc w tej sprawie do Londynu;

b/ procedury zachodziły na gruncie prawa międzynarodowego,

c/ dotyczyły Żydów z całej Europy (np. Wielka Brytania wysłała do Palestyny praktycznie wszystkich swoich Żydów, i to w pierwszej kolejności)

d/ – i interesowały cały świat:

 
  • Polska oraz Izrael (wtedy: strefa w Palestynie) powstały niemal na jednej politycznej desce projektanckiej; w zbliżonym czasie wybuchła Rewolucja Październikowa i powstał ZSRR;
  • nie można założyć państwa, jak się nie ma ludzi – skądś trzeba ich pobrać; a u nas ludzi było o wiele za dużo i większość bez pracy;
  • w sensie prawnym mówimy o repatriacji, a nie emigracji;
 
Ówczesna strefa w Palestynie to był teren pod zarządem brytyjskim, pod tym terminem nie ukrywa się np. dzisiejsza strefa Gazy.

Wyjazd na stałe wymagał wielu formalności, a zasady wyznaczano odgórnie. Także wartość wiana emigracyjnego dla Żydów, jadących do Palestyny, ustalała Liga Narodów.

 

Były w dolarach. I Żydzi to była jedyna grupa etniczna, która przy wyjeździe z Polski na stałe otrzymywała odprawę od państwa.

 
 
Nie mówimy o majątku prywatnym, zwolnionym od podatków. Choć ograniczonym do iluś kilogramów - tak samo jak na każdym świecie podczas podobnych migracji. Są wielojęzyczne  opisy, że Żydzi wówczas jechali z pierzynami oraz kurami, więc i te przepisy były raczej elastyczne.
 
 
Nie dotarłam jeszcze do dokumentu, który ustala wysokość wiana ani do dokumentów budżetowych II RP na ten temat, ale w latach 30-tych Ministerstwo Skarbu wydawało komunikaty, że nasze państwo stać maksymalnie na wywianowanie 30-40 tys. żydowskich emigrantów rocznie. To kres możliwości.
 

I mówiło się, że to lekko 3 wyprawki dla osiedleńca wojskowego na Kresach.

 
Zdemobilizowani żołnierze dostawali od państwa, oprócz kawałka roli, różne deputaty osiedleńcze. Konia lub krowę i prosiaka – oraz przydział drewna na dom. I jeszcze coś tam. Nie chcę przekłamać, nie mam teraz tego pod ręką. To było na styk, żeby pionier z sąsiadami i rodziną postawił dom, obsiał pole i przebiedował, w nadziei że urośnie mu chleb.
 
Ta trzykrotność wartość wydaje się więc prawdopodobna (ceny w Anglii i Polsce).
 

W 1968 r. taka odprawa od Polski dla żydowskiego emigranta wynosiła 1,5 tys. dolarów USA – za 1,1 tys. dolarów można było kupić w Paryżu nowy samochód marki Simca.

Przed wojną dolar był silniejszy, więc kwota musiała być odpowiednio mniejsza.

 

I tylko to mnie interesuje. I trzymajmy się konkretu.

 

Naturalnie to nie wszystko na tematy wyjazdów Żydów z Polski w tamtym okresie. Już wspomniałam o panicznej ucieczce wielu ludzi z Ukrainy w okresie z aferą uboju rytualnego - wielu z nich takze wyemigrowało, już prywatnie; i byli w takiej samej nędzy jak Polacy i Ukraińcy, który tak samo wypływali wtedy z Polski..